Maja Michalak: Dzień dobry, Kasiu.
Katarzyna Wąs: Dzień dobry.
Maja Michalak: Bardzo miło mi cię gościć po raz trzeci — jesteś najczęstszą gościnią tego podcastu. Ale to nie dziwne, bo nie dość, że wspaniale się z tobą rozmawia, to przede wszystkim zawsze dajesz dużo konkretnych informacji, które słuchacze mogą wykorzystać albo nad którymi mogą się potem długo zastanawiać.
Katarzyna Wąs: Bardzo mnie to cieszy, bardzo lubię nasze rozmowy. Dla mnie to zawsze dobry impuls do zweryfikowania pewnych rzeczy, zastanowienia się nad minionym rokiem i nad tym, co nas czeka w następnym. A jeżeli ktoś może z tego czerpać i to go do czegoś zainspiruje, to tylko miód na moje serce.
W jakiej kondycji jest świat sztuki w 2026 roku
Maja Michalak: Chciałabym zacząć od tego, w jakiej kondycji jest teraz świat sztuki. Co pozostawił po sobie miniony rok i jak ty to czujesz?
Katarzyna Wąs: Myślę, że początek stycznia to czas, kiedy wszystkie te informacje dopiero się układają. Mam poczucie, że jesteśmy trochę w zatrzymaniu — mimo pędu, który nas otacza ze wszystkich stron, ten szok popandemiczny osiadł i mamy czas weryfikacji pewnych rzeczy.
Śmiałam się, wyjeżdżając z domu po świętach, że to chyba najgorszy moment, żebym wypowiadała się o różnych rzeczach, bo zawsze u mnie w domu dokonujemy z moim ojcem dosyć mocnego, krytycznego spojrzenia na to, co się w świecie sztuki dzieje.
Maja Michalak: Warto podkreślić, że twój ojciec także jest historykiem sztuki.
Katarzyna Wąs: Jest to osoba, którą — mimo że sama jestem bardzo krytyczna — muszę uspokajać: tato, spójrz czasami trochę pozytywnie na ten świat, zastanawiaj się nad rzeczami, które możesz zmienić, a te, których nie możesz, zaakceptuj.
Myślę, że jesteśmy w momencie głębokiej refleksji — a przynajmniej powinniśmy być. Poprzedni rok był niesamowicie intensywny w wydarzenia instytucjonalne i pozainstytucjonalne, zarówno na świecie, jak i w Polsce. Nie do końca wiem, czy to był dobry rok, czy miałam jakieś zachwyty albo pozytywne zaskoczenia. Natomiast jestem bardzo głodna następnego roku, bo obfituje w ważne wydarzenia artystyczne, które mogą pokazać nam tę kondycję, w jakiej jesteśmy.
Wystawy, które wciąż trwają — Kotarski w MOCAK-u i „Kwestia kobieca” w MSN
Maja Michalak: Może zaczniemy od wystaw, które zaczęły się w zeszłym roku, ale nadal trwają i są dla ciebie ważne.
Katarzyna Wąs: Jeżeli spojrzymy na nasze polskie podwórko, to o czym mówiłyśmy w zeszłym roku — wystawy prywatnych kolekcji. Wciąż trwającą jest wystawa Radka Kotarskiego w MOCAK-u w Krakowie. Myślę, że warto się na nią jeszcze wybrać, trwa do połowy lutego. Byliśmy tam z Towarzystwem Zachęty i mieliśmy to olbrzymie szczęście, że Radek osobiście nas oprowadzał. Wiem od uczestniczek, że były zachwycone — przede wszystkim pasją i olbrzymim zaangażowaniem, z jakim Radek opowiada nie o samej wystawie, ale o relacjach, jakie zbudował z artystami i artystkami, jak dogłębnie zna ich twórczość.
W Warszawie trwa ciągle wystawa w MSN — „Kwestia kobieca”. Widziałam ją na razie raz, myślę, że to wystawa, na którą trzeba przynajmniej dwa, trzy razy. Dla mnie nie była bardzo odkrywcza — to temat, który na świecie był poruszany wiele lat temu. Ale taka jest specyfika polskiego pola sztuki, że pewne kwestie przychodzą do nas trochę później. Dla polskiego odbiorcy to bardzo ważna wystawa, poruszająca istotną kwestię sztuki kobiet i roli kobiet w sztuce przez wiele wieków — kuratorka opowiada tę historię od połowy XVI wieku.
Rodzajem nowości dla polskich widzów i widzek jest zestawianie ze sobą sztuki dawnej ze sztuką współczesną. Te narracje, te opowieści zawarte w pracach — jak to wszystko się łączy, jak opowiada podobne historie, jak ta emocjonalność, czucie kobiet przez wieki w zasadzie się nie zmieniało i nadal trwa. Myślę, że to bardzo ważna i pięknie zaaranżowana wystawa.
Maja Michalak: Chciałabym dodać, że zwróciłam uwagę na zestawienie artystek profesjonalnych z nieprofesjonalnymi — to też jest powiew świeżości w polskich instytucjach, bo nie zdarza się często. Możemy spojrzeć na sztukę z zupełnie innej perspektywy i zobaczyć, że każdy może tworzyć sztukę na bardzo dobrym poziomie.
Rozczarowanie roku — wystawa Chełmońskiego
Katarzyna Wąs: Praca researcherska była tam fantastycznie wykonana. Trochę mnie zastanawia kwestia, że musi przyjechać kuratorka z zagranicy, żeby mieć odwagę — albo pozwolenie — opowiedzieć o pewnych rzeczach.
Niestety widzę, że wiele wystaw, które wydarzają się zwłaszcza w dużych instytucjach, na które zwrócone są oczy decydentów przeznaczających im pieniądze, ma olbrzymi potencjał i tego potencjału nie wykorzystuje. Dla mnie chyba największym rozczarowaniem zeszłego roku była wystawa Chełmońskiego. Wiemy, że Chełmoński wielkim artystą był, te obrazy są wspaniałe, widać absolutną maestrię artystyczną. Oglądałam ją swoim „pieskowym kluczem”. Natomiast nie dostałam na niej tego, co wydaje mi się, że można by otrzymać.
Ciągle opowiadamy o tych wielkich nazwiskach. Usłyszałam, że owszem, wystawa jest bardzo klasyczna, ale są świetne oprowadzania kuratorskie i dużo dodatkowych treści w katalogu. Przepraszam, ale jeżeli idę na wystawę i muszę przeczytać dwutomowy katalog oraz trafić akurat na oprowadzanie kuratorskie, żeby się czegoś więcej dowiedzieć, to dla mnie jest to źle przygotowana wystawa.
Moim marzeniem jest, żebyśmy wreszcie zaczęli dostrzegać w sztuce jej potencjał zmieniania perspektyw, opowiadania historii i pokazywania szerszych kontekstów. Że sztuka to nie są tylko obrazy, nie jest tylko zapisem tego, jak wyglądały ziemie polskie 150 lat temu — tylko że jest tam zawarta bardzo bogata historia, czasami nieopowiadana z różnych powodów politycznych. Bardzo polecam naszym politykom, żeby też na wystawy chodzili i dowiadywali się tej historii obrazkami, prostym, przemawiającym językiem.
Maja Michalak: To zawsze pokazuje, że historia lubi się powtarzać i że możemy bardzo dużo dowiedzieć się o sobie z historii sztuki. Sięgnięcie po katalog to nie tylko wysiłek — trzeba mieć czas, zaangażowanie, chęci. Nie wymagajmy tego od wszystkich. Plusem wystawy „Kwestia kobieca” jest to, że przy każdej pracy jest opis, i to nie dwuzdaniowy — mogę się z niego czegoś dowiedzieć, a jeśli mam ochotę na więcej, są dłuższe teksty w katalogu. To bardzo zachęcające podejście, bo jesteśmy w stanie wyjść z wystawy z porcją wiedzy i przemyśleniami.
Katarzyna Wąs: To wystawa zbudowana bardzo intuicyjnie. Nawet bez czytania podpisów samo zestawienie prac już czujesz. Dla mnie olbrzymia odwaga zestawiania bardzo współczesnych prac z obiektami klasycznymi — one się nawzajem podbijają. Wystarczy puścić ten lęk, tę potrzebę zrozumienia. Widzisz, co jest na pracy, a jak to jest przetworzone w formie rzeźbiarskiej 300–400 lat później. To po prostu czuć — trzeba tylko pozwolić sobie na nieusilne zrozumienie i posłuchanie intuicji.
Rok biennale — Malta, Wenecja, Manifesta, Gwangju
Maja Michalak: A twoja własna wystawa w tym roku?
Katarzyna Wąs: Teraz nad nią pracuję — bardzo serdecznie zapraszam do Bunkra Sztuki na wystawę „Fałszywe widoki” Łukasza Stokłosy.
Mocno czekam też na wystawy wyjazdowe. Myślę, że 2026 jest rokiem wystaw biennalowych. Bardzo często mówimy „biennale” i od razu myślimy o Wenecji, natomiast przez różne przesunięcia czasowe te wystawy zazębiają się w tym roku. Zaczynamy od Malty, potem mamy Wenecję, mamy Manifestę i mamy biennale w Gwangju w Korei.
Maja Michalak: Możesz powiedzieć, dlaczego warto jeździć na biennale? Co one tobie dają?
Katarzyna Wąs: Poza chodzeniem na klasyczne wystawy w instytucjach — monograficzne, problemowe, historyczne — takie wystawy w formie festiwali międzynarodowych odbywają się w bardzo różnych miejscach na całym świecie. Zapraszana jest osoba kuratorska, która tworzy cały koncept, i jadąc na takie wydarzenie, mamy wspaniałą możliwość zobaczenia sztuki z wielu zakątków świata, prześledzenia zazębiających się albo odstających od siebie zjawisk. Możemy też poznawać miasto, w którym taka wystawa się odbywa.
Dla mnie to najlepszy sposób poznawania sztuki — nie tylko aktualnej, bo tam często pokazywani są też artyści historyczni. Nie ma w zasadzie drugiej takiej okazji, żeby wejść w tak różne media, obszary i tematy.
Dużo osób bardziej zainteresowanych kupowaniem sztuki jeździ na targi, bo tam też mamy setki nazwisk aktualnie tworzących artystów. Natomiast trzeba pamiętać, że tam obiekty są po pierwsze wyciągnięte z kontekstu, po drugie turbo skomercjalizowane, i prezentowane przez galerie, które je sprzedają. To zupełnie inny charakter — mam wrażenie, że czasami osobom się to myli, że jadą na targi, żeby zobaczyć świetną wystawę sztuki. To nie jest wystawa sztuki.
Maja Michalak: Biennale ciężko opisać, moim zdaniem trzeba to przeżyć. To jedna z niewielu okazji, kiedy w kilka dni możemy zobaczyć tak wiele nowej sztuki. Bardzo lubię, że nie jestem przygotowana, nie mam w głowie schematów ani przekonań — cały czas mam nowości, coś mnie zaskakuje: sposobem przedstawienia, tematem, opowieścią. Można nasycić się zupełnie nowymi inspiracjami, rozkochać się w kategorii sztuki, która wcześniej była dla nas nieznana.
Katarzyna Wąs: To jest też niesamowicie pobudzające do krytycznego myślenia. Zaakceptowałam to, że nie muszę oglądać cały czas rzeczy, z którymi się zgadzam i które mi się podobają. Warto wiedzieć, że sztuka — zarówno formą, jak i treścią — nie musi nam się podobać i o to też w sztuce chodzi. Nawet ta powiedzmy dekoracyjna ma nas pobudzać, a co dopiero sztuka, której naczelną funkcją nie jest bycie dekoracją, tylko bodźcem skłaniającym do myślenia. Jeżeli gdzieś jadę i coś mi się nie podoba albo się z tym nie zgadzam, to może mi to daje więcej. Bo o kolejnej „świetnej, super przygotowanej wystawie” z reguły nie pamiętam, a to, co wzbudza we mnie niezgodę — pamiętam.
Malta, Manifesta i polskie stolice kultury
Katarzyna Wąs: Warto powiedzieć o Malcie, bo to super ciekawa rzecz — biennale odbywa się dopiero po raz drugi. Mamy tam polski pawilon, którego operatorem jest Instytut Adama Mickiewicza, a kuratorką projektu będzie Ada Piekarska. Ma być trochę nostalgicznie, a jednocześnie krytycznie o latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Cieszę się, że organizatorzy zdecydowali się oddać pawilon w ręce młodej, progresywnie myślącej kuratorki, która na co dzień odpowiada za program wystaw w Galerii Bielskiej BWA w Bielsku-Białej.
Mówiąc o Bielsku — będzie ono w tym roku polską stolicą kultury. To nowy model, na fali konkursu do Europejskiej Stolicy Kultury, którą w 2029 roku będzie Lublin. Miasta, które były w finale, ale nie otrzymały tytułu, przez kolejne lata będą polskimi stolicami kultury: 2026 to Bielsko-Biała, kolejne Katowice i Kołobrzeg, a 2029 to Lublin. To wspaniała zachęta, żeby jeździć po całej Polsce i śledzić, co się w sztuce dzieje.
Malta otwiera się na początku marca, Wenecja w maju, a potem Manifesta. O Manifeście też warto powiedzieć, bo to nie jest impreza szeroko znana. Powstała w cyklu biennalowym, ale co ciekawe — za każdym razem odbywa się w innym mieście. Osobom, które wymyśliły ten model, przyświecało zatarcie granic Europy Zachodniej i Wschodniej, Południowej i Północnej. Ta idea powstała po upadku żelaznej kurtyny. Faktycznie Manifesty podróżują, tylko jakimś dziwnym trafem bardzo rzadko są za tą byłą żelazną kurtyną. Dwa lata temu były w okolicach Barcelony, a w tym roku odbywają się w Zagłębiu Ruhry.
Nietypowe jest też to, że do zbudowania tej wystawy zaproszono kuratorów i kuratorki w dosyć zaawansowanym wieku. Jestem tego ciekawa — z jednej strony pomyślałam sobie „naprawdę idziemy w tym kierunku”, z drugiej może przemówił przeze mnie stereotyp i coś mam już zakodowane. Może to będzie odkrywcze. Z wszystkich wystaw, które nas czekają, tej jestem najbardziej ciekawa — ale z dużą otwartością, że mogę być nastawiona krytycznie.
Blockbustery na świecie — Rothko we Florencji
Maja Michalak: A jeśli chodzi o wystawy instytucjonalne na świecie?
Katarzyna Wąs: Mam poczucie, że zapowiada się bardzo dużo blockbusterów.
Maja Michalak: Mam wrażenie, że wszyscy postawili na bardzo duże nazwiska — to nie są przekrojowe wystawy o kierunkach czy problemach, tylko wielkie nazwiska: Frida Kahlo, van Eyck, Helen Frankenthaler, Rothko we Florencji. Wszystko w duchu „przyjedźcie do nas”.
Katarzyna Wąs: Że nie ma opcji, żeby się nie udało. Z jednej strony wspaniale, że wielkie nazwiska dalej budzą zainteresowanie i chce się o nich opowiadać. Ale znowu pytanie: jak to będzie pokazane i opowiedziane? Czy to będą kolejne wystawy, które po prostu przedstawiają tych twórców, czy bardziej nastawione krytycznie, pokazujące szerszy kontekst ich twórczości, ich współczesną recepcję, to, czy oddziałują na współczesnych artystów i artystki? Czekam na przykład na taką wystawę Picassa, gdzie byłby pokazany z krytycznym spojrzeniem współcześnie.
Z wszystkich wystaw na pewno czekam na Rothko.
Maja Michalak: Mogę chyba zdradzić — Magda Gamera, kuratorka z Fundacji Louis Vuitton, napisała mi, że to ostatnia wystawa kuratorowana przez jego syna, Christophera. Jestem bardzo ciekawa, jak zorganizować wystawę po wielkiej monografii, która była w Louis Vuitton. Nie przesadzę, mówiąc, że to była najlepsza wystawa, jaką widziałam w życiu — miałam okazję zobaczyć ją przy towarzyszącym programie, gdzie na żywo grana była muzyka Maxa Richtera przez orkiestrę na wystawie. To było coś fenomenalnego. Mam nadzieję co do chęci zestawienia Rothki z artystami renesansowymi, z których czerpał garściami — Florencja była jego inspiracją. Jest napisane w opisie, że między innymi będzie zestawiany z Fra Angelikiem z klasztoru San Marco, tylko zastanawiam się, w jaki sposób: czy wystawa będzie częściowo w Palazzo Strozzi, a częściowo przy samych freskach.
Katarzyna Wąs: To jest właśnie plan, który na pewno chcę wykonać. To wspaniałe myślenie szersze o twórczości. Gdzie Fra Angelico, gdzie malarstwo renesansowe, a gdzie superminimalistyczne w formie, ale pełne ferii barw prace Rothki. Gdyby pogrzebać w tym wszystkim, okazuje się, że źródło, punkt wyjścia — metafizyka, duchowość, światło, transcendencja — to jest jedno i to samo. Dlatego bardzo cieszą mnie takie wystawy. Nawet gdyby miały się tam znaleźć trzy obrazy, wiem, że to będzie uczta.
Myślę, że warto się przygotować przed taką wystawą. To będzie wystawa o czuciu i można po prostu wejść i czuć. Ale fajnie jest się przygotować, dowiedzieć się — paradoksalnie — więcej o tej sztuce dawnej: co przyświecało dawnym mistrzom, jaki był sposób ich pracy nad obrazem, że to nie jest tylko sztuka religijna, tylko że aspekt filozoficzny i formalny, jeśli chodzi o światło i perspektywę, był szalenie istotny. I jak to może korespondować z obrazami Rothki.
Florencja i szukanie mniej oczywistych miejsc
Maja Michalak: Zrobię małą dygresję. W wakacje trochę przez przypadek byłam we Florencji — miałam w planie tylko zwiedzanie Toskanii i mniejszych miejsc: Sansepolcro, Arezzo. Do Florencji celowo nie chciałam wjeżdżać, bo wiedziałam, że tam trzeba jechać na tydzień, a nie na jeden dzień. Ale tak się stało, że jednak na chwilę przyjechałam i po prostu — dlaczego to miasto ma wszystko i dlaczego nie da się tam przejść, żeby się nie zachwycać? Moim marzeniem byłoby stworzyć kurs poświęcony tylko Florencji, mimo że raczej nie robię kursów o jednych miastach, tylko staram się znajdować kierunki albo problemy. Zostawiłam ten pomysł, po czym zobaczyłam w grudniu, że będzie ta wystawa Rothki we Florencji — mówię: chyba trzeba się za to wziąć.
Katarzyna Wąs: Teraz trzeba zrobić porządny przewodnik po miejscach nieoczywistych. Jeśli mówimy o tym, co warto oglądać, i mówimy o blockbusterach, to radziłabym — nie tylko na ten rok, ale w ogóle — szukać tych mniej oczywistych miejsc i rzeczy. Nawet jeżeli jedziemy do Florencji, szukać jakichś smaczków.
Ja tak zawsze robię, jak jadę do mojej ukochanej Wenecji, bo to moje najukochańsze miasto — omijam plac Świętego Marka. Kocham te malutkie kościoły, w których są takie obrazy, że mózg staje. Cała kompozycja tego wnętrza. Fundacja Prady jest niestety w Wenecji aktualnie zamknięta, ale otwiera się Fundacja Driesa Van Notena — to rzecz, którą warto będzie zobaczyć, niezależnie co tam pokaże.
To też przykład tego, jak coraz częściej marki modowe wchodzą w kooperacje ze sztuką i wskazują to źródło inspiracji. Chociażby wspomniana Fundacja Louis Vuitton, która okazuje się powoli jedną z najważniejszych instytucji sztuki w ogóle.
Maja Michalak: W zeszłym roku Chopin i to zrobione fantastycznie, potem Richter.
Katarzyna Wąs: Ciągle się zastanawiam, czy nie polecieć i go nie zobaczyć.
Maja Michalak: To ta sama sytuacja co w przypadku Hockneya — Hockney był zaangażowany na każdym etapie konstruowania wystawy, i Richter dokładnie tak samo. Mówimy tutaj o dziewięćdziesięciokilkuletnim artyście, o którym niektórzy myślą, że już dawno zmarł, a on nadal żyje i nadal jest zaangażowany. W kwietniu będzie wystawa Caldera — jestem jej szalenie ciekawa, bo wreszcie będzie to wystawa rzeźby. Calder jest niesamowicie zachwycający, a jego różnorodność tworzenia — nie tylko dzieł kinetycznych — jest tak wielka, a oni mają przestrzenie, żeby to pokazać.
Paryż odzyskuje siłę
Katarzyna Wąs: Paryż wzywa. Mam takie postanowienie, żeby do Paryża jeździć częściej, bo to ciekawe zjawisko — po brexicie Paryż nabiera znowu siły. Trochę czasu mu to zajęło, natomiast przestaje być tylko śliczną perełką, do której jedziesz na romantyczny wieczór. Świat sztuki bardzo mocno stawia na Paryż i na Francję, również jeśli chodzi o rynek sztuki. Kolejna edycja Art Basel w Paryżu, która odbyła się jesienią, pokazuje, że Paryż staje się miejscem, gdzie warto bywać. Jeżeli Art Basel w Bazylei jest bardziej klasycznym miejscem, gdzie po prostu wypada pojechać, to Paryż jest coraz bardziej nowoczesny, prezentujący sztukę w ciekawy sposób. I nie tylko Art Basel, ale też Paris Internationale czy odbywające się dwa tygodnie później Paris Photo.
Maja Michalak: Warto podkreślić, że w Paryżu, głównie w dzielnicy Marais, ale nie tylko, jest mnóstwo świetnych galerii prywatnych. Zawsze będę podkreślać, żebyśmy nie myśleli tylko o dużych instytucjach czy wydarzeniach — żeby chociaż pół dnia zostawić sobie na przejście się po mniejszych galeriach prywatnych.
Katarzyna Wąs: Sięgając trochę do sztuki dawnej — nawet jeżeli jesteśmy przede wszystkim miłośnikami sztuki współczesnej, to jadąc do Paryża, warto zobaczyć stare ekspozycje. Niekoniecznie musi to być Luwr, bo przesyt rzeczy, które nas tam naraz zaatakują, jest niewskazany. Natomiast wszystkie pomniejsze muzea i ich wystawy stałe, pokazujące na najwyższym poziomie chociażby rzemiosło artystyczne — średniowieczne, renesansowe. Albo mniej oczywiste muzea, jak Muzeum Miasta Paryża, gdzie odbywają się wystawy problemowe, czasami dużo ciekawsze.
Robiąc przeskoki między Wenecją a Paryżem — fenomenalna przestrzeń Bourse de Commerce, czyli jeden z oddziałów kolekcji Pinault. Wspominam o Wenecji, ponieważ dwie pozostałe lokalizacje prezentujące kolekcję Pinault są właśnie tam: w Palazzo Grassi i Punta della Dogana. Bourse de Commerce jest dla mnie fantastycznym przykładem wykorzystania starej, bardzo trudnej architektury do prezentacji sztuki współczesnej. To polecajka dla naszych osób kolekcjonerskich w Polsce, które myślą o otwieraniu swoich przestrzeni — warto wykorzystać dawne przestrzenie, które świetnie się do prezentacji sztuki nadają. Wspaniały budynek w formie bębna, gdzie w salach na obrzeżach prezentowana jest kolekcja stała, a w środku, pod fenomenalną kopułą z przepięknym malarstwem, odbywają się projekty, które trzeba traktować jako jedną instalację. To absolutnie niebywałe doświadczenie — zwłaszcza że Centre Pompidou jest teraz zamknięte na remont na kilka lat, a Bourse de Commerce jest w dystansie spaceru.
Maja Michalak: Będąc jeszcze przy sztuce dawnej — oprócz zobaczenia katedry Notre-Dame, która świetnie wygląda po odbudowie, to Sainte-Chapelle. To miejsce, które moim zdaniem jak kogoś nie rozkocha w gotyku, to już nie wiem, co ma rozkochać.
Katarzyna Wąs: To doświadczenie — znowu wracamy do mistycyzmu. Było budowane jako szczytowe osiągnięcie architektury gotyckiej, bezścienne, utrzymujące się niemalże na samym świetle. Tam po prostu można się wznieść na wyższe wymiary duchowości.
Wolniej, uważniej — jak oglądać sztukę w 2026
Katarzyna Wąs: To dla mnie duży problem, jeśli chodzi o odbiór sztuki — bardzo rzadko jesteśmy w komfortowej sytuacji doświadczania jej w spokoju. Kolejna moja polecajka na ten rok: lepiej jakość niż ilość. Mówię sobie, żeby nie gonić za ilością, że nie muszę widzieć wszystkich wystaw.
Maja Michalak: Jak się wyjdzie z założenia, że i tak nie zobaczy się wszystkiego, to trochę ten ciężar spada.
Katarzyna Wąs: FOMO w świecie sztuki jest przepotężne. Często słyszę: „nie widziałaś tej wystawy?”. Mówię: nie, nie widziałam, i nie wprowadzaj mnie w głębsze poczucie winy, niż już jestem.
Wolniej, uważniej. Mieszkańcy i mieszkanki dużych miast mogą sobie pozwolić, żeby pójść do muzeum w niestandardowym momencie — może warto wziąć pół dnia wolnego w pracy i pójść na przykład o trzynastej, a nie w weekend, kiedy jest strasznie dużo ludzi i dopchanie się do pracy budzącej największe zainteresowanie jest niemożliwe. Szukanie mniejszych wystaw w mniej oczywistych miejscach, oglądanie ich w dogodnym momencie, żeby pobyć z tymi pracami dłużej — to olbrzymi komfort.
Maja Michalak: Dobrą wskazówką będzie łączenie kilku rzeczy naraz. Chcemy zobaczyć się z koleżanką — wybierzmy kawiarnię muzealną i przy okazji wcześniej albo później wejdźmy na wystawę. Albo idźmy na spacer po galeriach. Nie musimy tego robić tylko w trakcie Warsaw Gallery Weekend — możemy w każdy inny dzień, kiedy galerie są otwarte, i wtedy będziemy komfortowo zwiedzać, będzie pusto, będziemy mogli porozmawiać z kuratorami, galerzystami, opiekunami wystawy. Czasami to doświadczenie może być nawet ciekawsze niż samodzielne zwiedzanie Muzeum Narodowego.
Stowarzyszenia i wspólne doświadczanie sztuki
Katarzyna Wąs: Kolejną radą jest próba dołączenia do grup zorganizowanych albo nawet stworzenia oddolnych inicjatyw. Kolejnym krokiem po przekroczeniu pierwszego progu wejścia w świat sztuki — czyli słuchania, edukacji, czytania — jest rozmowa z innymi osobami.
Przy każdej dużej instytucji są stowarzyszenia zrzeszające miłośników sztuki: czy to Przyjaciele MNW, z którymi ty pracujesz, czy Towarzystwo MSN, czy Towarzystwo Zachęty, z którym ja współpracuję. Każde ma zupełnie inną misję. To stowarzyszenia, które mają na celu działanie przede wszystkim na rzecz instytucji. Natomiast z perspektywy Towarzystwa Zachęty mogę powiedzieć, że energią, która nas napędza, są nasi członkowie i członkinie. To dla nich co miesiąc przygotowujemy bogaty program wydarzeń: wizyty w różnych instytucjach, w mniejszych oddziałach Muzeum Warszawy, odwiedzamy pracownie artystów i artystek.
To unikatowa sytuacja, w której możesz porozmawiać w grupie dziesięcio-, piętnastoosobowej z osobą, która tę sztukę tworzy. Ale również wyjazdy po Polsce i za granicę. Bycie w takim towarzystwie otwiera bardzo dużo drzwi — mam olbrzymią satysfakcję, kiedy wysyłam maila do jakiejś organizacji i nagle drzwi się otwierają, wpuszczają nas do magazynu, na zaplecze, opowiadają anegdoty. Widzę, jak kuratorzy reagują — oni kochają opowiadać, i jeżeli widzą, że po drugiej stronie jest zainteresowanie i ciekawość, to język im się rozwiązuje.
Trend na doświadczenie i offline
Maja Michalak: To, co powiedziałaś, doskonale wpisuje się w trend, który obserwuję: postawienie doświadczeń i robienia rzeczy offline na pierwszym miejscu. Ten trend odchodzenia od social mediów i robienia wszystkiego online totalnie się odwraca — jesteśmy przebodźcowani i zaczynamy szukać nowych pasji: szydełkowania, haftowania, grania w warcaby, wyjeżdżania do lasu. Ale dla wielu z was może to być też spotkanie ze sztuką na żywo, nie tylko czytanie samemu w domu o kolekcjach i wystawach czy oglądanie ich w internecie. To doświadczenie jest zupełnie inne na żywo, a jednym z nich jest właśnie przejście w grupowe zwiedzanie.
Katarzyna Wąs: To będzie rok o byciu, o doświadczaniu na żywo.
Sztuczna inteligencja — narzędzie, nie rewolucja
Katarzyna Wąs: Myśląc o trendach, o których jest głośno na rynku sztuki — czyli sztuczna inteligencja, odmieniana przez wszystkie przypadki.
Maja Michalak: Zaskakuje mnie, jak często dostaję pytanie, jak AI wpłynie na świat sztuki. Mówię szczerze: w żaden sposób na taki świat sztuki, o jakim rozmawiamy — o instytucjach muzealnych, o domach aukcyjnych. Może do robienia tabelek.
Katarzyna Wąs: Będzie kolejnym narzędziem — tak jak pędzel, aparat fotograficzny czy dłuto były kiedyś narzędziami tworzącymi obiekty artystyczne. Myślę, że sztuczna inteligencja będzie takim narzędziem i super, i już to się dzieje. Natomiast nie stoimy przed żadną rewolucją. To kolejna figura retoryczna wymyślona przez skomercjalizowany świat sztuki — po zachłyśnięciu się NFT, którego wszyscy się przecież tak bali, że cały świat przeniesie się w NFT i blockchain.
Jeżeli ktoś mówi, że sztuczna inteligencja odbierze artystom i artystkom pracę, to się grubo myli — po prostu nie ma zupełnie wglądu w to, jak sztuka wygląda i ile już takich rewolucji przechodziła.
Maja Michalak: To część sztuki, która jest tak samo ważną częścią sztuki współczesnej, ale w żaden sposób nie zabiera pracy malarzom czy rzeźbiarzom. Moim zdaniem wręcz przeciwnie — to rzemiosło, to, co będzie wykonywane pracą ludzkich rąk, będzie jeszcze bardziej wartościowe. Bo nie zawsze w sztuce chodzi o sam przedmiot, tylko o historię, która za nim stoi, o człowieka, o jego emocje. A w to sztuczna inteligencja nie umie i nie zna tych niuansów, tych drobnych rzeczy, które powodują w nas zachwyty i z którymi możemy się utożsamić.
Rynek sztuki — koniec ery napompowanych nazwisk?
Maja Michalak: Czy zgadzasz się z tezą, że będzie się rozwijał trend na kupowanie mniejszych prac, mniej znanych artystów, mniej „napompowanych” — w kontrze do kupowania jednego wielkiego dzieła za miliony, które miało być genialną inwestycją, a okazało się przewartościowane?
Katarzyna Wąs: Myślę, że tak. Po tym zachłyśnięciu się i bardzo szybkiej próbie inwestowania w napompowane nazwiska — znowu przez osoby, które na tym zarabiają — mam nadzieję, że przyjdzie większe zrozumienie prawidłowości rynku. To znaczy: nie kupować i nie inwestować w prace, które wszyscy kupują, o których galerzysta czy aukcjoner mówią „to jest świetna inwestycja, pan na tym nie straci”. Trzeba samemu wiedzieć, czego się chce, albo posługiwać się pomocą osób, które nie mają w tym bezpośredniego interesu, jak galerzyści czy sprzedawcy w domach aukcyjnych.
Zjawiska, które zaczęły się pojawiać w 2025 roku, czyli odchodzenie od takich „pewniaków”, od napędzania cały czas tych samych, bardzo młodych nazwisk, które nie mają jeszcze ugruntowanej pozycji artystycznej — nie tej rynkowej, tylko zapisanej w historii sztuki czy w obszarze instytucjonalnym. Już widać, że spadki ich cen były bardzo drastyczne. Te prace utrzymują się na pewnym poziomie cenowym, natomiast nie ma już tych niesamowitych skoków.
Zeszły rok to przede wszystkim rekordowa sprzedaż wspaniałego obrazu Gustava Klimta — to znowu rozpaliło wyobraźnię. Ale to praca z początku XX wieku, więc absolutna klasyka. Myślę, że rynek doświadcza mocnego rozgraniczenia: mamy dużo sprzedaży w niższym pułapie cenowym, bardziej dostępnym dla szerszego grona, a z drugiej strony rekordowe sprzedaże fantastycznych obiektów. Tylko czy one są kupowane ze względów artystycznych? Jeżeli mówimy o 230 milionach funtów, to może ktoś się tak zakochał, natomiast śmiem przypuszczać, że miało to znaczenie ulokowania puli pieniędzy w obrazie, który na wartości nie straci.
Rynek będzie się nasycał wybitnymi obrazami. Bardzo dużo starych kolekcji tworzonych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jest teraz sprzedawanych — trafiają w całości na rynek aukcyjny. Kolekcja Allena to na razie najdrożej sprzedana kolekcja w całości, mówimy o setkach milionów dolarów. Takie kolekcje będą sprzedawane — czy to spowodowane śmiercią kolekcjonerów, czy brakiem chęci kontynuacji, różne są względy. Ale historia fluktuuje i nadchodzi moment, gdzie bardzo dużo kolekcji jest rozsprzedawanych, więc na rynek trafiają fenomenalne obiekty. Przede wszystkim klasyka — będziemy mieć sezony Klimta, van Gogha i tak dalej. Myślę, że są na świecie takie pieniądze, które czekają, żeby zostać wydane właśnie w tym celu.
Jak rynek sztuki aktualnej będzie się rozwijać, to duży znak zapytania. Zainteresowanie nie słabnie i coraz więcej osób chce kupować sztukę. Liczę na to, że wzrok będzie bardziej skupiony na nazwiskach mniej oczywistych. I znowu — czy osoby kupujące sztukę będą chciały same szukać? Czy Instagram jest najlepszym miejscem do szukania? Nie wydaje mi się. Poznanie osoby artystycznej, przyjście do jej pracowni, zobaczenie prac na żywo wydaje mi się kluczowe. Mam nadzieję, że będą to świadome poszukiwania wynikające z zainteresowania, a nie powielanie: „widziałem te nazwiska w tamtej kolekcji, więc będę je kupować”.
Sztuka dawna nie zna czasu
Maja Michalak: To się bardzo dobrze łączy z tym, co powiedziałyśmy — żeby nawet podróżując, nie patrzeć tylko na sztukę najnowszą, ale także sięgnąć do źródeł. Moim zdaniem to połączenie sztuki dawnej ze sztuką współczesną zawsze się sprawdza.
Katarzyna Wąs: Gdzie paradoksalnie sztuka dawna wcale nie jest taka droga. Oczywiście nie mówimy o topowych nazwiskach, ale o pracach mniejszych, mówimy też o rzemiośle artystycznym. Przechodzimy zachwyt designem kolekcjonerskim — a taki design w XVI, XVII wieku też był całkiem niezły. Łączenie i zestawianie tych obiektów to coś wspaniałego. Bo jak mantrę będziemy powtarzać, że sztuka w zasadzie nie zna czasu.
Maja Michalak: Moim zdaniem warto najpierw wejść w te ramy i poznać wszystkie podstawy, a potem z nich wychodzić — poza ramy. Nie zgadzam się z tym, że osoba, która zaczyna się uczyć o sztuce, ma od razu uczyć się bez żadnej nomenklatury, bez podziału na epoki, bo „to już jest daleko za nami”. Bez przesady. My możemy tak mówić jako osoby, które przeszły przez lata nauki, napisały maturę z historii sztuki, studiowały historię sztuki — nam może się to trochę znudzić, możemy być zmęczeni nazywaniem. Ale czasem dobrze zacząć od podstaw.
Katarzyna Wąs: Najpierw trzeba uporządkować wiedzę, żeby móc płynnie po niej skakać. I to jest potem ten wspaniały moment, kiedy można się tym bawić, kiedy można mówić o motywach, które przeplatają się przez całą historię sztuki. Myślę, że to właśnie nas czeka: skupienie się na mniejszych rzeczach, na intymności, na byciu świadomym odbiorcą i odbiorczynią, szukania smaczków i nieoczywistości. Robię polecajki, ale też naprawdę myślę o sobie w tym wszystkim.
Maja Michalak: Ja dokładnie tak samo. Kasiu, bardzo dziękuję ci za rozmowę.
Katarzyna Wąs: Dziękuję bardzo.
Maja Michalak: Mam nadzieję, że państwo wezmą z niej garściami i mieli otwarty notatnik. Przygotuję specjalnie do tego odcinka listę wystaw, żebyście mieli je zgromadzone.
Katarzyna Wąs: Ja też chętnie prześlę swoje polecajki.
Maja Michalak: Dziękuję ci, Kasiu.
Katarzyna Wąs: Dzięki wielkie, do usłyszenia.
Jeśli masz ochotę dalej wychodzić poza ramy i odkrywać historię sztuki, sprawdź kursy i webinary o sztuce na Poza Ramami.