Witam was serdecznie w specjalnym odcinku podcastu „Sztuka Poza Ramami”. Dziś będzie osobiście, bo chcę opowiedzieć o projekcie, który był ze mną przez ostatni rok — takim, który rósł powoli, z dużą uważnością, i który, mam poczucie, naprawdę dojrzewał razem ze mną. To pierwszy album o malarstwie, który ukaże się w ramach Poza Ramami. I to nie jest tylko książka — to coś, co powstało z potrzeby opowiedzenia o sztuce inaczej: prosto, ale niebanalnie, przystępnie, ale bez upraszczania.
W tym odcinku chciałabym opowiedzieć wam więcej o tym albumie — skąd wziął się na niego pomysł, jak wyglądała struktura, dla kogo właściwie jest i co było największym wyzwaniem w jego stworzeniu. Zabiorę was za kulisy tej pracy, bo to był proces pełen decyzji, wątpliwości, odkryć i ogromnej satysfakcji. Przed nagraniem poprosiłam was o zadawanie pytań, które macie w związku z albumem, i to one będą główną osią tej opowieści.
Kiedy premiera
Od razu zacznę od pierwszego pytania, które powtarzało się wielokrotnie: kiedy będzie album? Premiera będzie na początku lipca, a druk rusza wraz z przedsprzedażą. To znaczy, że już niedługo będzie można go zamówić i mieć pewność, że trafi do was w pierwszej kolejności. To dla nas szalenie ważny moment, ponieważ wtedy jesteśmy w stanie z dużą pewnością oszacować nakład — a w self publishingu to kluczowa kwestia.
Chciałabym też zdradzić, że w lipcu, kiedy album wyjdzie z drukarni, planuję cykl spotkań wokół niego. Chciałabym spotkać się z wami na żywo, porozmawiać, usłyszeć, co myślicie o tej publikacji, ale też po prostu pobyć razem wokół sztuki. Mam nadzieję, że nie będą to tylko spotkania autorskie, ale uda się też znaleźć przestrzeń na specjalny wykład czy warsztat o sztuce. Będziemy na pewno w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, być może także w Gdańsku i w jeszcze jednym czy dwóch miastach. Każde spotkanie będzie otwarte i darmowe, choć domyślam się, że na większość trzeba będzie się zapisać, żebyśmy jako organizatorzy mogli wszystko dobrze przygotować i żeby dla nikogo nie zabrakło miejsca. Harmonogram i linki do zapisów pojawią się na stronie Poza Ramami i na Instagramie.
Skąd wziął się pomysł
Ten pomysł kiełkował we mnie długo — spokojnie mogę powiedzieć, że od czterech lat. Zanim mogłam go zrealizować organizacyjnie, musiałam też do niego dojrzeć. W tym czasie sporo podróżowałam i w każdej księgarni muzealnej spędzałam bardzo dużo czasu, przeglądając albumy, porównując je, sprawdzając, co najbardziej w nich lubię. Zdecydowanie są to płócienne okładki o intensywnych kolorach, z ciekawymi dodatkami, z jakąś teksturą, z wyodrębnionym tekstem. Środek jest ważny nie tylko merytorycznie, ale też czysto haptycznie. Osobiście nienawidzę papieru kredowego, który w dotyku jest straszny i wygląda tanio. Wiele osób mówi, że na nim najlepiej wyglądają dzieła sztuki, ale moim zdaniem to nieprawda — to raczej kwestia ekonomiczna, bo dziś mamy do wyboru tak wiele papierów, że można zrobić album na niepowlekanym, przepięknym papierze, który w dotyku jest przecudowny.
Przywoziłam do domu mnóstwo albumów zachwycających wizualnie i merytorycznie, ale nie mogłam wśród nich znaleźć takiego, który spełniłby moją potrzebę: żeby album był nie tylko piękny, ale też przekrojowy, w którym dzieła sztuki są na pierwszym miejscu. Mamy mnóstwo podręczników i książek naukowych, mamy piękne albumy o sztuce, ale większość z nich dotyczy konkretnych artystów, konkretnych zagadnień, albo są to katalogi wystaw. A mnie brakowało czegoś pośrodku — czegoś przekrojowego, pięknego, uporządkowanego, ale jednocześnie poruszającego. Żebyśmy w jednym miejscu mieli różnorodne dzieła: z renesansu i ze sztuki nowoczesnej, portrety i abstrakcje, dzieła kobiet i mężczyzn, żeby z lotu ptaka spojrzeć na wiele lat sztuki.
Ten album jest subiektywny, jest mój. Nie powstał z ambicji, żeby opowiedzieć wszystko i o wszystkich, bo to niemożliwe — ale z dużą uważnością i szczerością. Drugą potrzebą było zrobienie albumu, który możemy mieć pod ręką: na stoliku nocnym, w salonie, w kuchni. Nie po to, żeby odhaczać kolejne dzieła, tylko żeby do nich wracać, oglądać je, uczyć się na nie patrzeć. Chciałam, żeby ten pierwszy kontakt ze sztuką odbywał się nie przez lekturę, ale przez obraz, bo według mnie od patrzenia wszystko się zaczyna.
Pamiętam rozmowę sprzed kilku lat, kiedy pewna dziewczyna powiedziała mi, że historia sztuki brzmi szalenie ciekawie i chciałaby znać więcej dzieł, ale zupełnie nie wie, od czego zacząć. Wtedy mnie tknęło, że należy zacząć od obrazu — od zachwytu, od tego, co przyciąga i powoduje, że chcemy dalej odkrywać historię sztuki. A dopiero potem z przyjemnością można uzupełnić to o konteksty, wiedzę, interpretacje. W historii sztuki najważniejsze jest samo dzieło. Dla mnie historia sztuki nie jest zbiorem faktów — to raczej spojrzenie na świat, coś, co powinno być dostępne dla każdego, bez względu na wykształcenie, miejsce zamieszkania czy liczbę przeczytanych książek.
Co znajdziecie w środku
Choć to album przede wszystkim o obrazach, znajdziecie w nim także teksty, które opisują konkretne zjawiska, oddają charakter epoki, czasem uzupełnione o ciekawostki, a czasem o słowa klucze. Pytaliście, czy te teksty będą w moim stylu, pełne ciekawostek — poniekąd tak. Najlepszym sposobem, żeby dać wam namiastkę tego, co się w albumie znajdzie, będzie przeczytanie fragmentu jednego z tekstów składających się na pierwszy z pięciu rozdziałów. Dotyczy sztuki renesansowej i zabawy perspektywą:
Umiejętność posługiwania się perspektywą w malarstwie w pewnym momencie stała się powszechna i rozwinęła się na tyle, by uzyskać zadowalające efekty realności i iluzji głębi. Niektórzy artyści wciąż nie byli jednak do końca usatysfakcjonowani i nie zaprzestali eksperymentowania z jej możliwościami. Artystą, którego poszukiwania stały się wręcz obsesyjne, był Paolo Uccello. Cała jego twórczość, a nawet życie prywatne, były podporządkowane eksperymentowaniu z perspektywą. Giorgio Vasari w renesansowych biografiach artystów przytacza nawet anegdotę, według której wolał on spędzać czas w swojej pracowni i badać perspektywę, niż wracać do domu, do żony i dwójki dzieci. Podobno zwykł mawiać: „O, jakże słodką rzeczą jest perspektywa”. Mimo tych wszystkich poświęceń na rzecz zbudowania idealnej przestrzeni jego dzieła wydają się sztuczne i płaskie, postaci pozbawione są życia, a przestrzeń przypomina bardziej szachownicę niż realny krajobraz. Zdaje się, że artysta skupiał się tylko na geometrii, pomijając takie kwestie jak kolorystyka czy modelunek światłocieniowy. Sztuka Paola Uccella była krytykowana za anachronizm, a samego artystę uważano za oderwanego od dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Inną postawę prezentował Andrea Mantegna, którego eksperymenty z perspektywą są nie tylko zachwycające, lecz także rewolucyjne. Tego artystę kojarzyć możemy z odważnymi skrótami perspektywicznymi — „Opłakiwanie zmarłego Chrystusa” jest wręcz brawurowym zaprezentowaniem jego umiejętności. Mantegna, w przeciwieństwie do Uccella, ogromną wagę przykładał również do innych elementów obrazu, które wpływały na jego realizm: dbał o architekturę, krajobraz, inne postacie oraz każdy, nawet najmniejszy detal.
Mam nadzieję, że ten fragment dał wam pogląd na to, czego możecie się spodziewać w albumie.
Dla kogo jest ten album
Najprostsza odpowiedź: dla tego, kto lubi kontakt ze sztuką. Ale to nie wystarcza, bo myśląc o tym projekcie, miałam w głowie konkretne osoby. Myślałam o tych, którzy dopiero zaczynają, którzy chcieliby wejść w świat malarstwa, ale nie wiedzą, od czego zacząć — czują, że ich to przyciąga, ale gubią się w stylach, epokach, nazwiskach. Myślałam też o tych, którzy tę miłość do malarstwa już mają, ale chcieliby ją uporządkować albo mieć coś, co pozwoli im wracać do obrazów, które już znają, i do tych, które mogą ich zaskoczyć. I wreszcie o osobach, które chcą mieć w domu coś pięknego — nie tylko przedmiot, ale impuls do rozmowy, do zachwytu, do zatrzymania się choćby na chwilę.
Sama tego doświadczam bardzo często, kiedy z mężem przeglądamy albumy, które mamy na wyciągnięcie ręki. Czasem je zmieniamy, żeby mieć chwilę odświeżenia — jest wiele takich wieczorów i poranków, kiedy je przeglądamy, i uwielbiam to. Kiedyś przeczytałam zdanie, które bardzo lubię: że w naszym mózgu nie powstanie nic interesującego, dopóki nie zostanie on wypełniony interesującymi myślami. Głęboko wierzę, że sztuka niesie w sobie mnóstwo takich myśli i ma potencjał, żeby żyć w naszych domach — żebyśmy mogli z niej korzystać jak z książki kucharskiej, którą trzymamy w kuchni nie po to, żeby na nią patrzeć, tylko żeby z niej korzystać.
Jak zbudowany jest album
Skład jest już zamknięty, więc to się raczej nie zmieni — album będzie miał ponad 480 stron. To dużo, ale mogłabym powiedzieć, że wciąż za mało, bo kiedy robi się wybór ze wszystkich epok, stylów i tematów historii malarstwa, można byłoby spokojnie skończyć z pięciotomową encyklopedią. Paradoksalnie te ograniczenia wielkości są dobre, bo zmusiły mnie do wyboru, do zadania sobie pytania, co naprawdę chcę wam pokazać.
Pytaliście, na jakiej podstawie wybierałam dzieła. Był to wybór dość emocjonalny — do albumu trafiły obrazy, które kocham, które mnie zachwycają, które pamiętam z podróży wyjątkowo intensywnie. Zależało mi, żeby oddać ducha każdej epoki i nie pominąć kluczowych zjawisk, ale jeśli jakieś dzieło, nawet bardzo ważne, mnie nie poruszało, nie trafiło do albumu. Ogromną rolę odegrała tu Kasia Kaleta, z którą pracuję od lat i z którą stworzyłyśmy ten album we współpracy. Za każdym razem, kiedy łapałam się na tym, że coś wypadałoby dodać, pisałam do Kasi, że już nie mogę więcej, bo Nicola, która składała książkę, mnie zabije za ciągłe zwiększanie liczby stron — a Kasia sprowadzała mnie na ziemię i przypominała, że to album Poza Ramami i ma być dokładnie taki, jaki chcemy, a nie jaki musimy. Ten album, zarówno pod względem doboru ilustracji, jak i tekstów, to owoc naszych wspólnych, wielu lat uczenia się historii sztuki. Przez te piętnaście lat nauki i wiele lat przekazywania tej wiedzy dalej byłyśmy w stanie zgromadzić przestronny zbiór dzieł w naszych głowach i tą selekcją podzielić się z wami.
Czy to album z opisami konkretnych dzieł? Nie. Nie znajdziecie tam klasycznego podziału, że na jednej stronie jest dzieło, a na drugiej jego opis — takich książek jest bardzo dużo i moim zdaniem nie do końca można je nazwać albumami, bo tu obrazy stoją na pierwszym miejscu. Album jest podzielony na epoki i zagadnienia. Każdy z pięciu rozdziałów — renesans, barok, klasycyzm i romantyzm, sztuka nowoczesna i sztuka współczesna — ma swój rytm, klimat, strukturę. To nie jest lista dzieł, tylko spojrzenie na epokę. Znajdziecie tam tematy i zagadnienia, które pokazują, co dla danej epoki było najważniejsze: perspektywa linearna i miasto idealne w renesansie, dramatyzm światłocienia w baroku, bunt wobec formy w sztuce współczesnej.
Chciałabym tu podziękować świetnej historyczce sztuki, Renacie Tomie, która była odpowiedzialna za korektę merytoryczną. Podziwiam ją od czasów olimpiady artystycznej, w której byłam uczestniczką, a pani Renata co roku przyjeżdżała z grupą swoich podopiecznych. Cieszę się, że zrozumiała, jaki jest cel tego albumu i jaką ma pełnić funkcję, i tak chętnie zaangażowała się w ten projekt.
Czy album mógłby być ułożony z pominięciem epok? Pewnie tak, ale moim zdaniem te ramy są potrzebne na początku — żeby potem wiedzieć, jak z nich wyjść, jak łapać wszystkie zależności. Najpierw musimy od czegoś wyjść, opanować pewien zasób wiedzy, żeby potem móc go podważać i dowiadywać się jeszcze więcej.
Czy album obejmuje dzieła z Polski? Tym razem nie — to zbiór dzieł światowych. Ale bardzo marzy mi się drugi tom, siostra tego albumu, poświęcona wyłącznie sztuce współczesnej. To osobna, bogata, piękna historia, która też zasługuje na piękny album. Wszystko zależy od tego, czy ten album będzie ciepło przyjęty i będziemy mogli podjąć pracę nad kolejnym.
Graficzna forma i papier
Powinnam nagrać jeszcze jeden istotny fragment, o którym zapomniałam nagrywając w studiu, więc dogrywam go z domu — dlatego brzmi inaczej. Chciałam opowiedzieć anegdotę o tym, jak pracowaliśmy nad graficzną formą albumu. Od początku miałam mocno określone w głowie, na czym mi zależy. Zaprosiliśmy do projektu Nicolę Cholewę, graficzkę, która na co dzień współpracuje z muzeami i fundacjami sztuki — zaprojektowane przez nią książki są zachwycające. Co ciekawe, kiedy Nicola projektowała album zgodnie z moimi pierwszymi wytycznymi, totalnie nie wyglądało to tak, jak chciałam. Było tak wiele zmian, że w końcu powiedziałam, żeby zapomniała o wszystkim, co mówiłam, i zrobiła to od nowa, po swojemu — bo inaczej nigdy nie dojdziemy do formy, na której mi zależy. I kiedy Nicola przestała mnie słuchać, wyszło doskonale. Od tamtego momentu wielokrotnie jej powtarzałam, że im mniej mnie słucha, tym lepiej wychodzi.
Album ma minimalistyczną, elegancką szatę graficzną. Obrazy grają główną rolę, mają mnóstwo przestrzeni dla siebie — czasem pokazane w całości, czasem w delikatnym zbliżeniu — a teksty je uzupełniają. Jest dokładnie odwrotnie niż w podręcznikach: obrazy mają być bohaterem pierwszoplanowym. Z samą okładką też jest ciekawa historia, ale zostawię ją na kolejny raz, bo inspirację czerpałam z bardzo konkretnego miejsca — niech chociaż jedna mała rzecz zostanie do odkrycia.
Jak korzystać z albumu
Czy trzeba go czytać od początku? Dzieła są ułożone epokami, bo dla wielu osób, które dopiero zaczynają przygodę z historią sztuki, ta struktura jest potrzebna. Ale nie ma żadnego obowiązku, żeby czytać go od deski do deski — to nie powieść ani podręcznik. To książka, do której, mam nadzieję, będziecie wracać. Możecie ją otworzyć w dowolnym momencie, na wyrywki, oglądać od końca, od środka — jak książkę kucharską albo album podróżniczy — tam, gdzie wasz wzrok się zatrzyma. Mam nadzieję, że to będzie dla was ciekawe ćwiczenie wizualne: wracać do tych samych obrazów i dostrzegać w nich nowe detale. Można go też traktować jako materiał do nauki stylów, epok i tematów, ale też jako inspirację, medytację, coś bardziej osobistego. Tworzyłam go z myślą, żeby to nie był zamiennik muzeum, ale przestrzeń do patrzenia, rozmowy i inspiracji na co dzień, nie tylko od święta.
Kulisy pracy
Pierwszy plan zakładał pół roku pracy — tak mniej więcej robi się albumy: wybiera się dzieła, pisze teksty, składa, drukuje. Ale w praktyce minął ponad rok, i to bardzo intensywny, bo w międzyczasie byłam w ciąży, a teraz jestem mamą kilkumiesięcznego dziecka. To zupełnie zmienia rytm pracy. Często wychodziłam pracować, kiedy dziecko jeszcze spało, załatwiałam wiele rzeczy na spacerach albo w trakcie drzemek — była to ciekawa żonglerka, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wsparcie mojego męża i jego równe zaangażowanie w wychowywanie naszego dziecka. Staś bardzo wspierał mnie w procesie kreatywnym i organizacyjnym, jest cały czas blisko mnie, bardzo mu za to dziękuję.
Sam koncept, treść i zarys dzieł były najłatwiejsze — miałam w głowie strukturę i wiedziałam, jak z Kasią do tego podejść. Wiedziałam też, że jakość, na której mi zależy, będzie trudna do osiągnięcia we współpracy z tradycyjnym wydawnictwem. I choć takie propozycje są miłe, wiedziałam, że muszę odmówić, żeby zrobić dokładnie to, na czym mi zależało. Self publishing — a w sumie semi self publishing — daje więcej możliwości. Ogromne podziękowania dla Marty i Ady, które koordynowały cały proces wydawniczy, wcale nie tak prosty, jak może się wydawać.
Papier kosztuje dużo, ale byliśmy zaskoczeni, ile kosztują licencje do obrazów — szczególnie w sztuce nowoczesnej i współczesnej, choć sztuka dawna też bywała wyzwaniem. Wiele prac nie ma aktualnych zdjęć; bywały dzieła, na przykład freski z piętnastego wieku, których ostatnia dokumentacja miała siedemnaście lat, i trzeba było się nagimnastykować, żeby zdobyć pliki w jakości odpowiedniej do druku. Pozyskiwanie licencji na reprodukcje, a dodatkowo osobnych zgód na używanie zdjęć dzieł, zajęło nam około dziesięciu miesięcy — myśleliśmy, że maksymalnie miesiąc. Tym bardziej doceniam pracę Artura, który musiał pisać do każdej z ponad stu instytucji osobno, a wiele z nich nie było responsywnych. Nie ma jednego miejsca, z którego można pozyskiwać prawa do reprodukcji — co więcej, prawa do reprodukcji jednego artysty mogą być rozdzielone między kilka podmiotów: jeden ma prawa tylko na określone części świata, inny do wybranych dzieł, jeszcze inny to fundacja rodzinna, a inny to muzeum, które dzieło posiada.
Niektóre instytucje prosiły, żebyśmy argumentowali dodatkowymi esejami, dlaczego chcemy użyć danego dzieła, albo wysyłali próbne wydruki na wybranym papierze do Nowego Jorku, żeby upewnić się, że kolor w książce będzie taki jak w rzeczywistości. Album trafi niemal na cały świat, bo wiele z tych miejsc poprosiło o kilka egzemplarzy — będziemy wysyłać go do Los Angeles, Londynu, a nawet Tokio. Co bardzo miłe, Artur mówił nam, że wiele instytucji, prosząc o pliki ze składem, odpowiadało, że nic nie rozumieją z tekstu, ale że wygląda przepięknie i profesjonalnie, i gratulowało nam publikacji. To był gigantyczny komplement.
Ta praca pokazała mi, dlaczego nie ma takich albumów więcej — bo to koszmarnie drogie i trudne logistycznie. Mam teraz więcej pokory i już nie mówię „przecież to takie proste”. Myślałam, że tyle osób mogłoby tworzyć takie przekrojowe albumy — otóż nie do końca.
Papier i drukarnia
Było też wiele satysfakcjonujących momentów, na przykład wybór papieru, który był tu kluczową decyzją — bardzo pomogła nam pani Asia z Europapieru. Zdecydowaliśmy się na szlachetny papier, specjalny papier do reprodukcji. Mam nadzieję, że kiedy weźmiecie książkę do ręki i dotkniecie papieru, poczujecie, że ma bardzo miłą strukturę — jest niepowlekany, przygotowany do tego, żeby pokazywać dzieła sztuki. Intensywność kolorów wychodzi na nim niemal tak samo jak na papierze kredowym, bo porównywaliśmy to w drukarni. Warto było dołożyć więcej, żeby papier był jakościowy i oddawał dzieła takimi, jakimi są w rzeczywistości. Pomogło też to, że książka będzie drukowana na maszynach ze światłem UV, które pozwala uzyskać odpowiednią intensywność kolorów.
Bardzo ważnym wyborem było to, gdzie będziemy drukować. Zdecydowałyśmy się na drukarnię Skleniarz w Krakowie — drukarnię z długimi tradycjami, która drukuje mnóstwo książek i albumów dla muzeów i instytucji kultury. Pojechałyśmy z dziewczynami miesiąc temu do Krakowa na próbne druki, żeby potwierdzić papier, i cały zespół bardzo się nami zaopiekował. Pani, która się nami zajmowała, pokazała nam każdy etap procesu druku, panowie z produkcji też byli razem z nami, a nawet sam prezes przyszedł i dbał o to, żebyśmy były zadowolone — powiedział, że kocha sztukę, a w całej drukarni jest mnóstwo zachwycających grafik. Mam więc spokój ducha, że druk będzie dopilnowany i że będzie to publikacja na najwyższym poziomie, która może dumnie stać na waszych półkach.
Przedsprzedaż i podziękowania
Na koniec konkrety. Przedsprzedaż potrwa dziesięć dni — to jedyny czas, kiedy będzie można zamówić album Poza Ramami w najniższej możliwej cenie. Po premierze będzie obowiązywać cena okładkowa, około 290 złotych. Album będzie gotowy na początku lipca, a zamówienia z przedsprzedaży będą wysyłane jako pierwsze, prosto z drukarni. Szykujemy też dla was specjalny dodatek do albumu, który pozwoli wam mieć go dosłownie cały czas otwartym, żeby był częścią waszej codzienności — a o tym, czym dokładnie będzie, dam znać wkrótce.
Jeśli chcecie dostać przypomnienie o starcie przedsprzedaży i mieć pierwszeństwo zakupu, zapiszcie się na listę oczekujących — link znajdziecie w opisie tego odcinka, w moim bio na Instagramie i na stronie albumu. Zapisanie się sprawi też, że ja mniej będę się stresować, bo bardzo się tym projektem przejmuję — to mój pierwszy fizyczny projekt, i to robiony od razu z takim rozmachem. Nakład w dużej mierze będzie zależał od liczby osób zapisanych na listę. To nie jest masowa produkcja — zależy nam na jakości, nie na ilości, i robimy to własnymi zasobami.
Na koniec chciałabym bardzo podziękować wam za zaangażowanie w Poza Ramami przez te wszystkie lata, bo to dzięki wam jestem w stanie realizować tak wielkie projekty jak ten album. Chciałabym, żeby zainspirował was nie tylko do szukania zachwytów na co dzień — moim marzeniem jest dostać od was wiadomość, że ktoś pojechał w podróż specjalnie po to, żeby zobaczyć na żywo jedno z dzieł, które zapadło mu w pamięć w albumie. To niesamowite uczucie, kiedy możemy oglądać te dzieła naprawdę — spełnienie marzeń zupełnie innej kategorii.
Jeszcze raz dziękuję całemu zespołowi, z którym tworzę ten album. Bez was ten projekt byłby tylko marzeniem w moim notatniku, a tak — naprawdę się dzieje. Dziękuję wam serdecznie za wysłuchanie tego odcinka. Mam nadzieję, że spotkamy się na żywo w lipcu. Do usłyszenia.
Jeśli masz ochotę dalej wychodzić poza ramy i odkrywać historię sztuki, sprawdź kursy i webinary o sztuce na Poza Ramami.