Skorzystaj z promocji na nasze kursy i webinary!

Podcast Sztuka Poza Ramami

Jak powstają abstrakcyjne dzieła?

Gościnie:

Karolina Bielawska i Iza Opiełka

Prowadząca:

Maja Michalak

sezon VII | odcinek 4

Opis odcinka

Ten odcinek poświęcony jest sztuce abstrakcyjnej, na którą tym razem spojrzymy z perspektywy osób, tworzących ją na co dzień. Moimi gościniami są Karolina Bielawska i Iza Opiełka – jedne z czołowych polskich artystek abstrakcjonistek, docenione w Polsce i na świecie, które wypracowały własne, rozpoznawalne języki malarskie. Czy abstrakcję naprawdę trzeba rozumieć? Skąd artyści wiedzą, że obraz jest skończony? Jak wygląda codzienność artysty? Moje Gościnie odpowiadają na te, oraz wiele innych pytań. Wspólnie rozprawiamy się także z najpopularniejszymi mitami dotyczącymi abstrakcji. Ten odcinek zainspiruje zarówno osoby, które kochają sztukę abstrakcyjną jak i te, które wciąż nie są do niej przekonane.

Transkrypcja
odcinka

Maja Michalak: W tym odcinku porozmawiamy o sztuce abstrakcyjnej, ale nie z perspektywy historii sztuki, tylko osób, które ją tworzą. O tym, jak dochodzi się do własnego języka w abstrakcji, gdzie szuka się inspiracji i celu, a także czy trzeba rozumieć abstrakcję. Porozmawiam o tym z moimi gościniami — Karoliną Bielawską oraz Izą Opiełką, artystkami, które wokół form niemimetycznych poruszają się na co dzień, ale każda z nich wypracowała zupełnie inny, własny język malarski. Cześć, dziewczyny.

Karolina Bielawska: Cześć.

Iza Opiełka: Cześć.

Maja Michalak: Bardzo miło mi was gościć i nie ukrywam, że cieszę się na naszą rozmowę. Jestem ciekawa, co ona przyniesie, bo często zadaje się pytania o to, czy abstrakcję trzeba rozumieć, o czym jest abstrakcja, czy trzeba się przygotować — i zazwyczaj te pytania zadaje się historykom sztuki, a nie artystom i artystkom. Dlatego chciałabym dzisiaj to wykorzystać, żeby szerzej o tym porozmawiać, i oczywiście nie tylko o tym. Chciałabym zacząć od wprowadzającego pytania: jaka była wasza droga do abstrakcji i czy od początku wiedziałyście, że chcecie iść w tę stronę, czy to wyszło w trakcie waszej pracy twórczej? Karolina?

Droga do abstrakcji

Karolina Bielawska: Z mojej perspektywy ta abstrakcja pojawiła się w trakcie pracy i zupełnie tego nie planowałam. Byłam wręcz bardzo mocno przywiązana do malarstwa figuratywnego, które rozwijałam podczas studiów. Ale w momencie, kiedy zaczęłam mocniej zastanawiać się nad tym, co ja właściwie chcę przekazać swoją twórczością, to malarstwo mogłabym porównać do obierania cebuli — po prostu zaczęłam je pozbawiać zbędnych elementów, żeby dostać się do esencji, do takiego źródła. A najbardziej zaczęły mnie wciągać płynne granice, coś, co jest niedopowiedziane, coś, co nie jest dosłowne. Emocje, stany — wszystkie takie kwestie, które trudno przedstawić w sposób narracyjny.

Wydaje mi się, że abstrakcja ma coś duchowego w sobie i pierwsi abstrakcjoniści nie bez powodu odwoływali się do wątków religijnych. Abstrakcja była przecież poszukiwaniem nowej duchowości w momencie, kiedy zakwestionowano Boga — czasy wojenne były bardzo trudne i ten kryzys wiary sprzyjał powstawaniu abstrakcji. To taki język, który mogłabym porównać do poezji w malarstwie. Tak było też w moim przypadku.

Maja Michalak: Czy to było bardziej na zasadzie, że ta abstrakcja daje ci trochę więcej wolności i ulgi?

Karolina Bielawska: Nie, zupełnie nie. Ale intuicyjnie pozwalała mi skupić się na tym, co po prostu najważniejsze dla mnie. I ten cały czas, który poświęcałam, żeby stworzyć pracę, którą miałam w głowie — cały ten czas prowadził mnie do tej abstrakcji. Tak mogę to zobrazować.

Maja Michalak: A ty, Iza, jakie masz przemyślenia? Czy u ciebie też podobnie?

Iza Opiełka: Mogę połączyć się z tobą takimi niewidzialnymi nićmi, ale dla mnie… Ja jestem z natury bardzo praktyczna, właściwie nie posiadam rzeczy, które nie mają jakiegoś zastosowania. Ja jestem ze Śląska, więc praca od zawsze była czymś bardzo ważnym. Od kiedy zaczęłam edukację artystyczną, czyli jak miałam czternaście, piętnaście lat, w liceum plastycznym, bardzo chciałam być oczywiście super biegła warsztatowo — takie były na początku moje zmagania ze sztuką. Ale potem zaczęłam dostrzegać, że czegoś mi brakuje.

Że moja pamięć działa w taki sposób — albo właśnie nie działa tak, jakbym sobie tego życzyła. Jak coś czytam, to praktycznie od razu po przeczytaniu jakiejś książki nie pamiętam, o czym ona była. Albo obejrzę jakiś film i muszę się naprawdę długo zastanawiać, o czym to było — a pozostaje we mnie cały ładunek emocjonalny. I chyba tego samego chciałam od mojej sztuki: żeby robić coś, co doskonale czuję. Uważam, że mam super wewnętrzny radar do tego, żeby tworzyć w zgodzie ze sobą, i to jest dla mnie najważniejsze. Po latach naprawdę pamiętam dokładnie każdy obraz, ale poprzez pryzmat emocji, które towarzyszyły mi podczas malowania. Uznałam, że to jest ważne, i postanowiłam te doświadczenia dalej ze sobą zatrzymać, budować je i w tym się rozwijać.

Spontaniczność czy przygotowanie

Maja Michalak: A czy w tworzeniu jest dla was ważniejsza spontaniczność, czy bycie przygotowaną do wejścia do pracowni? Musicie mieć przy sobie szkicowniki, żeby szybko coś zanotować, czy po prostu wam to zostaje i dopiero w pracowni możecie się wyżyć?

Iza Opiełka: Nie wiem, czy da się to w ogóle rozgraniczyć, bo pomysły pojawiają się w bardzo różny sposób. To jest suma wszystkich doznań. Ja rzeczywiście mam przy sobie zawsze coś. Bez tego dziwnie się czuję — bez możliwości wyciągnięcia takiego notesu. I to nie musi być od razu rysunek. Ja w ogóle nie robię rysunków, tylko piszę słowami to, co chciałabym namalować, więc to jest nieco inne podejście. Od zawsze tak miałam, że opisuję na ile mogę słowami jakieś napięcia, albo co chcę ze sobą zderzyć, na jakim zderzeniu przeciwieństw mi w tym konkretnym obrazie zależy. To wszystko opisuję i od tego się zaczyna. Ja chyba nie umiem szkicować, dlatego tak robię — żartuję, troszkę umiem, ale posługuję się słowami. A potem, jak namaluję obraz, to nie umiem go wytłumaczyć słowami najczęściej, więc to jest paradoks paradoksów.

Karolina Bielawska: To bardzo dobrze rozumiem. Zostałam kiedyś poproszona, żeby opisać swój proces twórczy w pracowni do takiej publikacji, do książki, którą przygotowywaliśmy z wydawnictwem BWA Wrocław. Cała książka dotyczy tego, jak od pomysłu przebiega proces powstawania pracy, a potem wystawy, całego większego kontekstu. I ja nie byłam w stanie opisywać tak literalnie, co robię, co się dzieje — powstały dlatego bardzo krótkie wiersze na ten temat. Właśnie dlatego użyłam porównania do poezji, bo wydaje mi się, że język abstrakcyjny w kwestii wizualnej jest bliski poetyckiemu językowi w komunikacji werbalnej. To są po prostu trochę inne rejestry, trochę co innego można wyrazić tymi językami. Czasami potocznym językiem nie da się pewnych kwestii poruszyć — i tak samo wydaje mi się w malarstwie.

Czy publiczność musi poznać artystkę

Maja Michalak: A czy w odbiorze dzieł sztuki ważne jest to, żeby publiczność poznała was, zanim pozna dzieła — żeby dowiedziała się, co wam towarzyszyło w trakcie tworzenia albo jaki cel chciałyście osiągnąć? Czy zostawiacie zupełnie przestrzeń dla osób, które patrzą?

Karolina Bielawska: Szczerze mówiąc, dla mnie to w ogóle nie jest istotne.

Iza Opiełka: Dla mnie też nie. Ale wydaje mi się, że z drugiej strony to jest trudne do całkowitego rozgraniczenia, bo prędzej czy później, jeżeli interesujesz się kimś czy czymś, to zapoznajesz się z kwestią biograficzną czy intencjami. Więc pewnie dla tych, którzy są bardziej wnikliwi, to jest istotne. Ja jestem otwarta na długie, pogłębione rozmowy, bo czuję się totalnie onieśmielona na przykład na wernisażu, kiedy mam jakieś pięć minut, żeby wyjaśnić, co artysta miał na myśli. Czuję się przytłoczona tym najtrudniejszym na świecie zadaniem, żeby skondensować to, co przeżywałam przez ostatnie miesiące — zadanie niewykonalne. Ale od tego są super kuratorzy i galerzyści, którzy pomagają ustabilizować te różne myśli. Wiele się też wydarza poza nami, jak tworzymy abstrakcję. Naprawdę nie mogę tego nazwać — językiem werbalnym można operować, ale na zasadzie skojarzeń, a nie literalnych przykładów.

Maja Michalak: A czy ty, Karolina, lubisz rozmawiać z innymi o swoich pracach albo słuchać o swoich pracach?

Karolina Bielawska: No oczywiście. To jest coś, co pozwala wzajemnie przybliżyć odbiorców i twórców, i wydaje mi się to bardzo wartościowe. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, chce rozmawiać, chce pytać — jak najbardziej jestem otwarta na takie wymiany. Bo ja też jestem ciekawa, jak te prace są odbierane. Bardzo często moja intencja mija się z tym, jak praca finalnie zostaje zinterpretowana, jakie wzbudza uczucia — i to dla mnie jest taka informacja zwrotna, jak to działa. To jest bardzo cenne.

Autorytety i studia

Maja Michalak: Wasz język malarski jest już bardzo charakterystyczny — myślę, że patrząc na dwa, trzy dzieła, a potem kolejne kilka, każdy bez problemu was rozpozna. Czy miałyście na swojej drodze jakieś osoby, których wskazówki pomogły wam do tego dojść, czy to jest zawsze bardziej osobisty proces? Czy studia na Akademii Sztuk Pięknych przygotowują do tego, żeby nie tylko opanować warsztat, ale też być bliżej siebie? Pamiętacie coś ze studiów, co z wami zostało?

Iza Opiełka: Nasuwa mi się od razu ambiwalentne skojarzenie: i tak, i nie. Bo na studiach, i w ogóle jako młoda osoba, która chce stworzyć coś własnego, masz pełno autorytetów wokół. Oczywiście, że słuchasz i oczywiście, że nasiąkasz wszystkim, co ci się podoba, co podziwiasz. A potem są takie momenty, gdzie to wszystko odrzucasz, buntujesz się — i to jest jeszcze ważniejsze. Jak zaczynasz robić własne rzeczy, to bardziej rozumiesz, jak to działa, i wtedy też rozumiesz, co inni artyści mieli na myśli, bo już zaczynasz poruszać się w tym obszarze. Zupełnie inaczej wtedy na to patrzysz. To jest wyboista droga. Myślę, że w ogóle to, co robimy, jest wynikiem wcześniejszych zdobyczy wcześniejszych artystów, tego, jak się rozwijała kultura.

Maja Michalak: Macie jakieś ulubione punkty odniesienia albo artystów, których lubicie — niekoniecznie abstrakcjonistów, bo tutaj jest całe pole?

Iza Opiełka: Oczywiście, że tak, mam pełno takich artystów. Takich, którzy najbardziej na ciebie wpływają, że na przykład stoisz i nie wiesz, co się dzieje z twoim ciałem, bo całe się trzęsie z emocji. I nie robi tego tylko abstrakcja. Mam takie nazwiska w głowie, takie prace. Wręcz bardzo niedawno byłam na takiej wystawie, jednej z wyczekanych dla mnie prezentacji — bardzo się cieszyłam, że ona w końcu jest. To była wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Marii Jaremy. Wyszłam zdruzgotana po tej wystawie, po prostu było to wspaniałe. To na pewno jedna z takich artystek.

Karolina Bielawska: Na pewno ulegałam wielu wpływom, ale jest we mnie coś takiego, że zawsze po pewnym czasie czuję, czy to jest moje, czy nie, i idę w swoją stronę — nie wyobrażam sobie postępować inaczej. Jak zaczęłam poważnie zajmować się abstrakcją, byłam młoda i chciałam sobie udowodnić, że to jest bardzo konkretna decyzja, że podejmuję konkretne działania. Dlatego chyba zaczęło się od abstrakcji bardzo mocno geometrycznej. To są naprawdę konkretne decyzje, to ma swoją logikę: proste linie, wszystko się jakoś ze sobą zgadza, płaskie plamy. Bardzo było mi z tym dobrze, bo potrafiłam sobie zracjonalizować to, co robię. A dopiero później zaczęłam zaglądać w głąb i zmiękczać te swoje dokonania.

Powiedziałaś na początku, że nasze prace są łatwe do rozpoznania — a ja chyba nie mam dystansu do swoich prac i mam wrażenie, że cały czas eksperymentuję, chociaż może dzieje się to na jakichś niuansach. Czasami mam ochotę bardzo zaplanować i rozplanować każdy etap pracy twórczej, a czasami to jest mi tak obce i muszę zawrzeć w tym, co robię, masę przypadkowości, zaryzykować, zrobić coś, czego nie wiem, jaki efekt będzie. Mam wrażenie, że moja praca oscyluje wokół tych stanów: dobrego planowania, ale jednak puszczenia czasami tych sznureczków, żeby trochę sobie krew poruszyć. W ogóle sztuka jako sztuka nie inspiruje mnie do tworzenia — tylko wszystko, co dzieje się wokół mnie, w rzeczywistości, w której jestem i żyję.

Życie bez sztuki w domu

Maja Michalak: Ty, Iza, powiedziałaś, że żyjesz bez żadnej sztuki wokół siebie w domu, w mieszkaniu.

Iza Opiełka: Tak. To mi się wydaje bardzo naturalne, bo jeżeli spędzasz na przykład osiem godzin w pracowni, otoczona tym, co robisz, i też otoczona pracami innych artystów — bo wymianki są jak najbardziej wskazane, polecam się — to w domu naprawdę potrzebuję białej ściany i tak jakby zapomnieć o tym, czym się zajmuję. Żeby nie nadawać temu, co robię, jakiejś wielkiej wagi, żeby nie czuć presji. Oglądam sztukę na luzie, bardzo, i na pewno nie tak, żeby próbować coś przenieść na swój własny grunt malarski. Szczepan Twardoch w jednym wywiadzie powiedział, że jak pisze, to nie czyta nic — ja mam trochę podobnie. Jestem super podatna chyba na wpływy wszelakie, dlatego czasami muszę się odgrodzić, nie scrollować, po prostu zostać sobie sama ze sobą. W tej ciszy przychodzi tyle różnych fajnych pomysłów, polecam wszystkim. W tej dobie, gdy ciągle jesteśmy online, to jest nawet łatwiejsze do zauważenia: jak zostajemy w tej ciszy i w tym dyskomforcie sami ze sobą, można od razu spojrzeć i zobaczyć, w jakim momencie jesteśmy i co ja chcę zrobić. Powiedziałabym nawet, że to jest ułatwienie, a nie utrudnienie, o którym wszyscy mówią — że jesteśmy zanurzeni w Instagramie i tak dalej.

Maja Michalak: Czy ty, Karolina, masz podobnie — że na co dzień masz jakieś swoje konkretne rytuały albo sposoby na to, żeby skupić się na tworzeniu?

Karolina Bielawska: Tutaj pełna zgoda. Zamknięcie w pracowni i robienie własnych prac wręcz wymaga takiego odcięcia. Jak już jestem w pracowni, to wszystko, co jest poza nią i poza tym, co akurat robię, znika, przestaje istnieć. Wtedy już nic nie jest takie ważne — po prostu jestem ja i to, co dzieje się między mną a płótnem. Ale ja bardzo czuję taką więź, taki rodzaj połączenia z wcześniejszymi pokoleniami, z artystami, których cenię. Mam takie poczucie wsparcia i otuchy, że nie jesteś w tym sama, że oni też to próbowali robić. Traktuję ich trochę jak przyjaciół. Bardzo mnie ciekawi, co inni artyści tworzą, jak oni sobie radzą, jak im to wyszło. Oglądam jakąś pracę i myślę: aha, ok, to na tak to rozkminił.

Iza Opiełka: Sami w pracowni, wyimaginowani przyjaciele — dam radę w tym kierunku.

Iza Opiełka: Ale nie masz tak, Karolina, że to siedzenie w samotności ma na ciebie niezbyt fajny wpływ? Bo ja na przykład przez ostatni tydzień siedziałam sama, malowałam, a teraz przyszłam tu z wami rozmawiać i jakaś anomalia się wkradła w moje życie. To nie jest dla mnie naturalne i na pewno nie ułatwia potem kontaktów z ludźmi — minie trochę czasu, zanim się rozgrzeję, rozpędzę.

Maja Michalak: Z ludźmi częściej wychodzi. Zapraszamy do rozmów, dziewczyny.

Trudności zawodu

Maja Michalak: Możemy zatrzymać się na chwilę przy tych trudnościach, bo wielu osobom ten zawód kojarzy się bardzo romantycznie — ale z tego, co wiem, romantyzmu nie ma w tym aż tak wiele, jest znacznie więcej ciężkiej pracy każdego dnia. Który z momentów jest dla was najtrudniejszy? Wejście do pracowni i rozpoczęcie, czy moment, kiedy macie deadline tuż przed wystawą albo jakieś zlecenie do zrealizowania — na przykład wielkoformatowe, jak Karolina miała w zeszłym roku gigantyczną rzeźbę do zrobienia? Jak sobie radzicie z momentami, kiedy jest bardzo niewygodnie?

Iza Opiełka: Ja mam mnóstwo tipów, co można zrobić, jak jest niewygodnie. Ale po pierwsze — masz rację, zdejmujemy romantyzm tworzenia. Chociaż po tym, jak już widzę, jak na wystawie w galerii wiszą te prace, to mam takie poczucie, że jak jest zdjęta ta warstwa organizacyjna z tego, na co patrzę, to wygląda to rzeczywiście… może niektórzy ludzie mogą to postrzegać jako coś niesamowitego, że ktoś się czymś zajmuje. Ale codzienność jest nieco inna. Ja szczerze mówiąc bardzo lubię te organizacyjne etapy, kiedy zamawiam hurtowo wszystkie potrzebne materiały — to jest super poczucie bezpieczeństwa, że przez pół roku nie muszę się martwić. Mam Krosna, płótno, farby, 50 litrów od razu zamawiam. Zbijam też sama Krosna, naciągam płótna — to jest super przygotowanie do pracy stricte twórczej, bo czuję, że już zrobiłam ten pierwszy krok. Mam też takie absurdalne — bo kupuję płótno, które jest już zagruntowane, ale jak naciągnę je na Krosno, to maluję jeszcze raz na biało, żeby jakoś zacząć pracę. To już jest moja biel, ja ją sobie namalowałam, już czuję, że ten obraz będzie moim towarzyszem przez jakiś czas.

Maja Michalak: To bardzo ciekawe, dużo logistyki wymaga. Ale tutaj, Izo, jesteś bardzo dużą optymistką — wszyscy cię ostatnio za to podziwialiśmy, bo w momencie kiedy nie wiesz, że są jakieś ograniczenia, to po prostu ich nie ma w twoim życiu. Tak było z twoim szukaniem pracowni w Warszawie — wszyscy mówią, że to takie trudne, tak ciężko znaleźć pracownię, a ty zrobiłaś to w tydzień.

Iza Opiełka: Miesiąc mi zajęło. Wspaniale mieć pracownię w centrum, bo można zapraszać osoby — muszę zacząć to robić. Chociaż przed wystawą nie miałam na to czasu, bo przez trzy miesiące pracowałam od rana do wieczora. Malarstwo to jest też praca w ciągłym napięciu, a nie relaks czy lubczyk. Więc teraz jest ten czas powystawowy i będę zapraszać. Z tą pracownią jestem bardzo zadowolona, aż się udało to znaleźć. Mam poczucie, że szczęście mi sprzyja, jakby wszechświat mi mówił: dobra, rób to jeszcze, to jest twoja kolejna szansa, żeby się tym zajmować.

Maja Michalak: Karolina?

Karolina Bielawska: Jakie było pytanie?

Maja Michalak: O trudnościach w trakcie pracy, o tych momentach, kiedy idzie ciężej, kiedy nie ma luzu i przestrzeni, tylko trzeba dokończyć projekty, dowieźć terminy — i trochę też o tym, o czym rozmawiałyśmy wcześniej: że trzeba wybalansować zlecenia, które trzeba zrealizować, i rzeczy na wystawy, czy takie, które robisz zupełnie dla siebie.

Karolina Bielawska: Ja sobie radzę z tym w taki sposób, że mam podzielony czas i rozplanowane, na ile mogę sobie pozwolić w danym obrębie czasowym. To mi daje strukturę, a ja potrzebuję takiej struktury, takiego uporządkowania, wręcz grafiku, żeby mieć punkt zaczepienia. Na przykład za każdym razem, jak zaczynam nowy projekt czy jakąkolwiek nową pracę, to sprzątam pracownię — i to jest mój rytuał, który daje mi spokój i wprowadzenie w coś nowego. Porządkuję sobie przestrzeń, dzięki temu odzyskuję kontrolę, takie mam poczucie, i mogę wtedy zacząć robić coś nowego. To mnie bardzo uspokaja.

Generalnie ja muszę czuć spokój w pracy, bo wątki, które poruszam, dotyczą właśnie jego utraty. To jest coś, czego sama pragnę, co jest trudne do osiągnięcia. Więc szukanie spokoju w trudnych sytuacjach — gdzie pojawią się jakieś problemy, coś nie idzie tak, jakbyś chciała, jakiś termin cię goni — ten spokój zawsze daje mi rozwiązanie konkretnej sytuacji czy problemu. Miałam często w projektach, gdzie byli zaangażowani inni ludzie, różne sytuacje podbramkowe. Doświadczenie nauczyło mnie, że najgorsze jest wpadanie w panikę, napędzanie się. Nauczyłam się: usiądź, pomyśl, znajdziesz rozwiązanie, na pewno uda się z tego wyjść. To za każdym razem działa.

Iza Opiełka: Chociaż ja lubię deadline. Jak mnie czas goni, to mam wrażenie, że wyłączam overthinking i podejmuję tylko dobre decyzje, bo nie masz czasu na to, żeby za dużo zastanawiać się nad różnymi problemami.

Kiedy obraz jest skończony

Maja Michalak: A czy to zastanawianie się nad problemami to też jest ta rzecz w tworzeniu, że nie wiadomo, kiedy obraz, dzieło jest skończone? Czy wy od początku wiecie, jakie są mniej więcej granice, w których się poruszacie?

Iza Opiełka: Ja zawsze wiem, kiedy skończyłam obraz. Oczywiście nie potrafię tego wytłumaczyć, bo po prostu to się widzi i wie. Ale szczerze powiedziawszy, lubię te momenty podbramkowe, kiedy widzę, że coś się sypie i obraz się nie udaje. To jest tak naprawdę ekscytujący moment, bo wiem, że łatanie dziury nic tu nie da i muszę podjąć jakąś radykalną decyzję, zrobić z tym obrazem coś, czego absolutnie wcześniej nie planowałam. I to albo się uda i będzie tak dobrze, że będę przez chwilę dumna z siebie, albo w ogóle nie wyjdzie. Fajne to jest tak naprawdę. Ale to się dzieje myślę, że rzadko — może dlatego lubię te momenty.

Maja Michalak: Karolina, czy u ciebie ma wpływ to, jak praca jest osadzona w kontekście? Bo dużo twoich prac jest zależnych od miejsca, w którym się pojawiają. Czujesz wtedy, że masz dalej wpływ na tę pracę, czy trochę musisz odpuścić i pójść z tym, co przyniesie przestrzeń?

Karolina Bielawska: To różnie bywa, ale z reguły też wiem, mam założone i wiem, jak praca ma wyglądać. Przy końcu są jakieś korekty, może coś dodam, ale z reguły odejmuję. Bo ta chęć, żeby jeszcze trochę, jeszcze coś — jak nie jest to dobre, to ja już wtedy wiem, że to już powinno być skończone. W takim razie: stop. Bardzo dużo robię szkiców wcześniej, więc ta praca finalna ma już przygotowane podłoże. Zanim powstanie to finalne dzieło, jest ono poprzedzone szkicami, przymiarkami — zwłaszcza jeśli chodzi o pracę w przestrzeni: szablony, przymierzanie, analizowanie. Ten proces przed powstaniem finalnej pracy jest czasami dłuższy niż realizacja samej pracy.

Abstrakcyjne przestrzenie i interwencje

Maja Michalak: Czy zastanawiałyście się kiedyś nad jakąś najbardziej abstrakcyjną przestrzenią albo miejscem, w którym chciałybyście zobaczyć swoją pracę? Albo dostać coś, co miałybyście stworzyć, zainterweniować w to? Czy takie wyzwania są otwierające, czy raczej wytrącają was z poczucia komfortu? Jeżeli ktoś was zaprasza i mówi: pomalujcie drzwi, albo zróbcie coś na moście, albo w jakimś gigantycznym muzeum — tak jak teraz na przykład w Amsterdamie jest klatka schodowa, w którą interweniują artyści.

Iza Opiełka: No super. Jak są takie pomysły, ja bardzo lubię, idę w to jak w masło. A potem płaczę, że nie chcę, że to ostatni raz, kiedy się zgodziłam. Ale wiadomo, że jak się skończy taki projekt, minie trochę czasu, to powraca ta radość i chęć, żeby robić coś znowu takiego wywrotowego i ekscytującego. Ostatnio właściwie sporo miałam takich prac w przestrzeni i bardzo zatęskniłam za płótnem, za tym, żeby sobie pobyć w pracowni z takim płótnem po prostu moim. Marzę o tym, żeby już kupić.

Karolina Bielawska: Nie wiem, czy w ogóle odpowiadać na to pytanie — mam wrażenie, że wszystko, co powiem, zabrzmi źle. Bo ja naprawdę nie mam jakichś marzeń wystawienniczych. Moim największym marzeniem jest to, żebym jak najdłużej miała warunki, przestrzeń i siłę, żeby po prostu malować, bo to jest moje życie. Nie wyobrażam sobie bez tego życia. To jest najlepsza część chyba tego zawodu. A wystawa, jak jest, to naprawdę super, jestem szczęśliwa — ale już chcę wracać do pracowni tak naprawdę. Może zmienię zdanie za jakiś czas, może mi się coś odmieni, może bardziej się otworzę, ale tak naprawdę to chcę po prostu pracować.

Miałam to szczęście jeszcze na studiach, że od zawsze miałam pracownię, i wydaje mi się, że to, jak wyglądają moje prace, jest wynikiem tego, że zawsze miałam pracownię. Dziękuję za to różnym osobom i sprzyjającym okolicznościom. Chcę mieć dalej pracownię, dalej materiały i robić, co do mnie należy. Bo po wystawie miałam jakąś chwilę, że nie malowałam — i od razu gigantyczny niepokój wkrada się w moje życie. Może po prostu nie mam innego sposobu na regulowanie emocji, dlatego wydaje mi się to takie obligatoryjne. Ale to może jest inny problem, o którym muszę porozmawiać na terapii.

Czym jest abstrakcja

Maja Michalak: Czy abstrakcja jest głównie o emocjach z waszego punktu widzenia?

Iza Opiełka: Abstrakcja w ogóle nie jest oderwana od rzeczywistości — mam wrażenie, że to jest jeden z mitów na jej temat. Bo abstrakcja jest o emocjach, które przeżywam, żyjąc tu i teraz, w tym kraju, widząc i czytając, co się dzieje. Ta sama osoba żyjąca w innych warunkach, w innym klimacie, jestem pewna, że robiłaby coś innego. Więc to nie jest takie całkiem oderwanie od rzeczywistości. Mimo że bezpośrednio nie mam jakiegoś dialogu z wydarzeniami, to one przeze mnie przechodzą i lądują na płótnach, jestem tego pewna. Nie umiem tego oczywiście wyjaśnić, więc trochę jak słyszę takie komentarze, że uprawiam jakiś eskapizm, to są dla mnie bolesne, bo nie chcę uciekać od rzeczywistości. Ale nie mam po prostu w naturze tego, żeby z nią wchodzić w bezpośredni dialog.

Karolina Bielawska: Ja właściwie zadaję sobie to pytanie cały czas, bo tego nie wiem. Wiem, co robię, i się tego trzymam — ale nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie.

Maja Michalak: A czy są jakieś mity o abstrakcji, które cię denerwują, wkurzają, z którymi chciałabyś polemizować? Kiedy słyszysz po raz kolejny jakiś komentarz albo opinię ludzi na temat tego, czym są albo nie są dzieła abstrakcyjne, umniejszanie im — albo cały czas to pytanie „dlaczego, po co”, kiedy sztuce mimetycznej nie zadajemy tych pytań? Bo każdy doskonale wie, że jak jest namalowany portret, to jest portret, i nie ma co dopytywać.

Karolina Bielawska: Na szczęście ja się bezpośrednio z takimi pytaniami nie zetknęłam. Ale rozumiem, że abstrakcja bywa spłycana, bywa sprowadzana do formalnych zabiegów czy dekoracyjności, która się z nią wiąże. To są jednak rzeczy, na które ja kompletnie nie mam wpływu i też mnie to za bardzo nie interesuje, szczerze mówiąc. Wydaje mi się, że osoby, które są zainteresowane sztuką, prędzej czy później interesują się tą abstrakcją. A jeżeli ktoś zaczyna mi zadawać takie pytania czy mówić coś takiego o abstrakcji, to ja już wiem, że to jest po stronie tej osoby, nie po stronie abstrakcji. I to nie jest nic złego — chodzi o to, że już nie nadajemy na tych samych rejestrach.

Iza Opiełka: Dobrze to nazwałaś — zależy, w którą stronę to idzie, i po prostu się miniemy. Ja idę w porządku w inną stronę. Trudno czasami to zaakceptować. Kiedyś miałam takie coś, że bardzo chciałam przekonywać do tego, czy coś jest słuszne czy nie, ale nie ma to sensu. Siłą abstrakcji jest to, moim zdaniem, że jest swego rodzaju żywą materią, która w miarę upływu czasu ulega różnym interpretacjom. Oczywiście, jeżeli znamy biografię niektórych artystów, to można to połączyć z tym, czym się zajmowali, z ich życiem, z tym, z czym się zmagali. Ale nie mając żadnej wiedzy na temat jakichś dzieł abstrakcyjnych, wszystko zależy od odbiorców — i wspaniałe jest to, że to może ewoluować z przyszłymi pokoleniami. Jestem bardzo ciekawa, jak będziemy odbierać abstrakcję tworzoną teraz w przyszłości.

Sposób ekspozycji

Maja Michalak: A czy sam sposób ekspozycji waszych prac jest dla was istotny? Bo na przykład Mark Rothko miał z góry zaplanowane, jak dokładnie mają być zawieszone jego obrazy, jak oświetlone, w jakiej przestrzeni. Zaprojektował to, bo wiedział, że interakcja z jego dziełami może być trudna, i chciał jak najbardziej umożliwić wejście — choć wiedział, że i tak nie każdy będzie mieć dostęp do tego, co chce przekazać. Czy wy zastanawiacie się nad tym, jaki kontekst byłby dla waszych prac najbardziej odpowiedni? Albo pamiętacie jakąś wystawę, gdzie wybitnie podobało wam się to, jak wasze dzieła wyglądają?

Iza Opiełka: Ja nie mam tak jak Rothko, ponieważ nie mam jeszcze w sobie takiej śmiałości jako osoba, żeby tak zarządzać tym, co powstaje. Ale na pewno najlepiej czuję się, jak moje prace wylądują w przestrzeniach białych, w których nic się nie dzieje, w których jest przestrzeń i możliwie duże odejście. Chciałabym, żeby każdy obraz miał swoje parę metrów światła dookoła, żeby można było je oglądać osobno. Taką wystawę bym chciała móc mieć. Może w przyszłości. Czyli jednak mam marzenia.

Maja Michalak: No to szłyśmy do tego i doszłyśmy. Ta cisza sprzyja odbieraniu dzieł sztuki, chociaż są też oczywiście wyjątki.

Karolina Bielawska: U mnie to bywa różnie, bo mam prace, które wymagają bardzo dużo przestrzeni, takiej wyciszonej, która nie będzie przeszkadzać w ich odbiorze. Ale z drugiej strony bardzo lubię takie wystawy, gdzie dużo przypadków się kracza, gdzie nie walczę z tą przestrzenią, tylko staram się współgrać z tym, jak praca w bardzo naturalnych warunkach może być wyeksponowana — bez żadnego sztucznego światła, bez zmiany koloru ścian. Bardzo lubię takie ekspozycje, gdzie trzeba trochę wtopić te prace w otoczenie. I jedna, i druga droga do pokazywania prac wydaje mi się dobra — to zależy od wystawy, od tego, co w danym momencie chcesz pokazać, na czym ci zależy. Więc nie mam tu jednoznacznej odpowiedzi.

Plany i zaproszenia

Maja Michalak: Nie będę pytać o marzenia — powiem, że Iza nie lubi tego pytania — ale zapytam o plany. Teraz twoja wystawa, Izo, jest w Galerii Raster do 5 września. Karolina przygotowuje się na WGW na wystawę indywidualną w Galerii Wschód. Czy to są największe miejsca, w których słuchacze mogą teraz zobaczyć wasze prace, czy jeszcze coś w najbliższym czasie się wydarzy?

Iza Opiełka: Ja na razie zapraszam do Rastra. Można też do mnie napisać na przykład na Instagramie, żeby się spotkać — to jest fajne, bo mnie jest trudniej wyjść do ludzi, ale jak ktoś do mnie wyjdzie, to już super. Zachęcam.

Karolina Bielawska: Ja mam jeszcze takie zaproszenie do Olsztyna, bo pochodzę z Olsztyna, to jest moje rodzinne miasto. Mam zaszczyt brać udział w obchodach podwójnej rocznicy — stulecia i osiemdziesięciolecia Teatru Jaracza w Olsztynie — i realizuję tam kurtynę. To było jedno z moich artystycznych marzeń zawsze, i nadarzyła się taka okazja. Więc z nowym sezonem premiera kurtyny i spektaklu w Olsztynie. To jest wydarzenie, na które oczywiście zapraszam.

Maja Michalak: Fantastycznie. To dziękuję wam serdecznie za rozmowę, dziewczyny. To była dla mnie olbrzymia przyjemność i mam nadzieję, że teraz nasi słuchacze z jeszcze większą świadomością będą patrzeć nie tylko na wasze prace, ale wszystkich osób, które sięgają po ten sposób wyrażania się. Dziękuję wam serdecznie.

Karolina Bielawska: Dziękuję.

Iza Opiełka: Dziękuję. Do usłyszenia.


Jeśli masz ochotę dalej wychodzić poza ramy i odkrywać historię sztuki, sprawdź kursy i webinary o sztuce na Poza Ramami.

Maja Michalak — historyczka sztuki, założycielka Poza Ramami

Prowadząca podcast

Maja Michalak

Historyczka sztuki, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i założycielka Poza Ramami. Opowiada o sztuce tak, żeby chciało się słuchać - bez akademickiego zadęcia, za to z pasją i ciekawostkami. Współpracuje z największymi polskimi i europejskimi instytucjami kultury. Jest autorką bestsellerowego albumu "Poza Ramami. O malarstwie". Prowadzi kursy, webinary i podcast „Sztuka Poza Ramami", w którym rozmawia z najważniejszymi postaciami świata sztuki.

Poznaj mnie bliżej →