Do których rzymskich kościołów wejść, żeby zobaczyć największe dzieła Caravaggia? Jakie muzea są moimi ulubionymi, a mało kto o nich wie? Gdzie najlepiej wybrać się, żeby poczuć magię Wiecznego Miasta?
Nazywam się Maja Michalak, jestem historyczką sztuki i od lat podróżuję po świecie, odkrywając najciekawsze miejsca związane ze sztuką. W poprzednich sezonach podcastu pojawiły się już przewodniki po Paryżu, Wenecji, Londynie i Kopenhadze. Dziś opowiem wam o tym, co warto zobaczyć w Rzymie — a jednocześnie nie czuć FOMO.
Witam was serdecznie w ostatnim odcinku tego sezonu, na który ogromnie się cieszę, bo bardzo zależało mi, żeby nagrać dla was kolejny przewodnik — a tak naprawdę zbiór poleceń, który przekazuję swoim przyjaciołom, kiedy wybierają się do różnych miast. W Rzymie byłam kilkukrotnie, ale miałam dość sporą, jak na mnie, przerwę, bo pięcioletnią. Dosłownie rzutem na taśmę udało mi się zorganizować wyjazd — wczoraj wróciłam z Rzymu, więc mam wszystko na świeżo.
Rzym według mnie jest tym miastem, które trzeba zobaczyć, kiedy interesuje się historią sztuki. Często wręcz mówię, że jeżeli ktoś chce sprawdzić swoją wiedzę z historii sztuki lub zobaczyć najwięcej podręcznikowych dzieł w jednym miejscu, powinien właśnie wybrać się do Rzymu, ponieważ znajdziemy tutaj wybitne dzieła niemal z każdej epoki: ze starożytnego Rzymu, ze sztuki wczesnochrześcijańskiej, z renesansu, z baroku, ale też ze sztuki nowoczesnej.
Jest to ogromna zaleta tego miasta, ale jednocześnie także wada, bo szybko możemy wpaść w poczucie chęci zobaczenia wszystkiego naraz — a umówmy się, nie jest to możliwe w trakcie weekendowego wyjazdu, a nawet kilku. Tak samo niemożliwe będzie opowiedzenie wam o każdym z tych dzieł i o jego znaczeniu dla historii sztuki. Ale to już wiecie, że większość z tych informacji znajdziecie w kursie z historii sztuki. Dlatego chciałabym, żebyście potraktowali ten odcinek jako drogowskaz, mapę — gdzie warto się udać i co zobaczyć.
I tutaj mapę też dosłownie, ponieważ w opisie do tego odcinka zostawię wam link do mojej mapy ze wszystkimi miejscami, o których dzisiaj będę mówić, oraz z dodatkowymi. Mam nadzieję, że będzie ona dla was pomocna.
Ja najbardziej uwielbiam Rzym za to, że wszystko jest naprawdę blisko siebie i nie trzeba dużo, daleko się przemieszczać — choć te odległości nadal mogą być dosyć znaczące. Od razu podkreślę: jak zobaczycie mapę, to pogrupujcie sobie te zabytki na konkretne dni, żeby nie planować jednego dnia Koloseum i Watykanu, bo po prostu będzie to logistycznie niezasadne i zmarnujecie niepotrzebnie dużo czasu na transport.
Kościoły
Rzym jest miejscem, o którym często mówię, że jest idealnym miastem na churching, czyli zwiedzanie trasą kościołów. Kościołów jest mnóstwo, dosłownie setki. Różne źródła podają różnie — niektóre mówią o 400, inne o 900, jeszcze inne o nawet 2000. Ta konkretna liczba nie jest aż tak istotna; najważniejsze, że jest ich naprawdę bardzo dużo. Z zewnątrz po czasie mogą wydawać się bardzo podobne, ale chciałabym zwrócić wam uwagę szczególnie na kilka z nich, ponieważ w środku znajdują się prawdziwe perełki.
Zanim do nich przejdziemy — jeszcze jedna ważna informacja. Większość kościołów nie jest otwarta w standardowych godzinach, tak jak muzea. Najczęściej są otwarte w dwóch oknach czasowych: od rana mniej więcej do południa, a później powiedzmy od piętnastej do osiemnastej. To niestety powoduje dużo komplikacji, bo możecie odbić się od zamkniętych drzwi. Spiszcie sobie w jednym miejscu godziny otwarcia poszczególnych miejsc — kościoły są moim zdaniem największym wyzwaniem logistycznym.
Najbardziej godny uwagi jest przede wszystkim kościół Il Gesù, zaprojektowany przez Vignolę, a dokończony przez Giacoma della Porta, który odpowiadał za jego fasadę. To kościół, który bardzo wyraźnie zapowiada barok i, co ważne, był pierwszym głównym kościołem jezuitów — stał się wzorem dla kolejnych. Kiedy wejdziecie do środka, zobaczycie architekturę odpowiadającą na potrzeby kościoła posoborowego: miała silnie oddziaływać na emocje wiernych, stanowić oprawę rozbudowanej i teatralnej mszy, której istotnym elementem było kazanie. Sklepienie idealnie oddaje estetykę barokową — to iluzjonistyczny fresk Baciccia „Triumf Imienia Jezus”, fenomenalny. Fasada łączy w sobie wiele cech barokowej architektury; jeśli kolejne fasady będą wydawać wam się do niej podobne, to bardzo dobrze, bo był to kościół modelowy, często powielany. Wynika to z faktu, że jezuici mieli centralnie sterowaną politykę architektoniczną — każdy plan nowego kościoła musiał być wysłany do Rzymu i zaakceptowany. Jej elementy tworzą ostre kontrasty światłocieniowe, co stało się jedną z naczelnych cech baroku.
Kolejny to San Luigi dei Francesi niedaleko Piazza Navona, zaprojektowany również przez Giacoma della Porta. W przypadku tego kościoła szczególnie istotne jest to, co znajdziecie w środku: kaplica Contarelli, do której cykl obrazów namalował sam Caravaggio. Cykl ukazuje sceny z życia świętego Mateusza — Matteo Contarelli, fundator kaplicy, chciał pokazać swojego imiennika. Było to pierwsze poważne zlecenie artysty, które pozwoliło mu na samodzielną działalność. Oddał tam niemal wszystkie cechy malarstwa barokowego: tenebryzm, silny światłocień, ciemne kolory, ukośną kompozycję, dynamiczną scenę, mnóstwo zaskoczeń. Nie dziwię się, że „Powołanie świętego Mateusza” — jeden z tych trzech obrazów — znajduje się w każdym podręczniku do historii sztuki. Od tego zlecenia kariera Caravaggia rozkwitła.
Skoro jesteśmy przy Caravaggiu — jego dzieła zobaczycie też w bazylice Santa Maria del Popolo (wstęp do kościołów jest bezpłatny). W jednej z kaplic przy ołtarzu są „Nawrócenie świętego Pawła” i „Ukrzyżowanie świętego Piotra” — dzieła zachwycające, z późniejszego okresu twórczości, jeszcze bardziej intensywne. Przy ich okazji muszę powiedzieć o rzeczy, której bardzo nie lubię: w Rzymie przy takiej jakości dziełach oświetlenie bywa płatne. Trzeba zapłacić najczęściej około 2 euro, żeby światło w kaplicy się zapaliło, w innym wypadku dzieła pozostają w ciemności. Ja oglądałam dzieła Caravaggia w takich warunkach, bo weszłam dosłownie za pięć dwunasta, pobiegłam do kaplicy i, przyglądając się „Ukrzyżowaniu świętego Piotra”, nie zorientowałam się, że minęło pięć minut. Chciałam przejść na drugą stronę, żeby zobaczyć „Nawrócenie świętego Pawła”, i w tym momencie światło zgasło. Szukałam drobnych, ale nie zdążyłam — przyszedł pan z ochrony i wyprosił mnie z kaplicy. Możecie sobie wyobrazić, jak byłam zirytowana, że drugie dzieło Caravaggia oglądałam w ciemności. Wyciągnijcie z tego lekcję i nie popełniajcie tego samego błędu.
Do kościoła Sant’Ignazio, kolejnego w typie Il Gesù, warto wejść przede wszystkim dla jednych z najwspanialszych iluzjonistycznych malowideł trompe l’oeil autorstwa Andrei Pozza (zresztą także jezuity). Główne dzieło — „Apoteoza świętego Ignacego” — to idealny przykład kwadratury: techniki, która przez łączenie architektury, malarstwa i rzeźby tworzy niesamowite złudzenia optyczne. Kiedy staniecie i spojrzycie w górę — to jest coś nie do opisania. Spójrzcie też dalej, na kopułę, również dzieło Pozza, bo nie jest to prawdziwa kopuła — ona jest namalowana, tworzy tylko iluzję. To był genialny pomysł Pozza na rozwiązanie konfliktu władz kościelnych, które nie wiedziały, jak sklepić skrzyżowanie naw. Zaproponował, że zamiast budować kopułę, po prostu ją namaluje. Dzieło, które widzicie teraz, nie jest oryginałem — uległo zniszczeniu w pożarze — ale zostało odwzorowane jeden do jednego z oryginalnego projektu.
Kolejny to Sant’Ivo alla Sapienza, jeden z najważniejszych i najbardziej oryginalnych kościołów Francesca Borrominiego, którego wyróżniającym elementem jest spiralna latarnia nad kopułą, wyglądająca jak skręcony wąż, świder czy wręcz korkociąg unoszący się ku niebu. Kościół zbudowano jako kaplicę uniwersytecką dla Uniwersytetu Rzymskiego La Sapienza, co czyni go wyjątkowym miejscem, gdzie religia i nauka spotykają się w architekturze. Kaplica jest niewielka i idealnie wpisuje się w istniejący już dziedziniec — nie zobaczycie jej bezpośrednio przy ulicy, musicie najpierw wejść na dziedziniec. To miejsce często pomijane, więc warto się tam udać, żeby odpocząć od turystów i mieć doskonały przykład architektury tylko dla siebie.
Kolejnym, mniej popularnym, jest Santa Maria della Vittoria — udało mi się go odwiedzić dopiero teraz, bo jest odrobinę dalej, jakieś pół godziny od ścisłego centrum. W środku znajdziemy „Ekstazę świętej Teresy”, jedno z najwybitniejszych dzieł Berniniego. Choć nie wiem, czy to dobre określenie, bo każde z jego dzieł jest wybitne — to wyróżnia się tym, że nie jest pojedynczą rzeźbą, lecz ogromnym, przemyślanym, multidyscyplinarnym założeniem, więc warto rozglądać się także na boki. Zwróćcie uwagę na ukryte źródło światła, które dodatkowo doświetla rzeźbę — Bernini specjalnie zaprojektował okno ukryte nad rzeźbą, które ma sprawiać wrażenie niebiańskiego światła z nie z tego świata.
Dalej idziemy do San Carlo alle Quattro Fontane, pierwszego samodzielnego dzieła Borrominiego. To malutki kościół, nietypowo umiejscowiony przy wąskiej uliczce, na rogu skrzyżowania, które wypełniają cztery fontanny — stąd nazwa. Uznawany jest za manifest nowego typu architektury: niewielka budowla na planie łączącym owal z krzyżem, której ściany sprawiają wrażenie falujących linii. Borromini musiał zaprojektować fasadę, której nie dałoby się oglądać z perspektywy, tak by dobrze oddawała iluzję ruchu — jest wręcz roztańczona. Podszedł do niej bardziej jak do projektowania fasad pałaców niż kościołów.
Dosłownie 300 metrów dalej, na tej samej ulicy, znajduje się jedna z najciekawszych budowli Berniniego — Sant’Andrea al Quirinale, zaplanowany na poprzecznie usytuowanym owalu. To mała świątynia na nieregularnym planie centralnym, która stała się wzorem dla licznych barokowych świątyń w Europie. Ciekawostka: Bernini uważał ten kościół za jedno ze swoich najlepszych i najbardziej udanych dzieł, harmonijnie łączące architekturę, rzeźbę i dekorację — później sam spędzał tam długie godziny, kontemplując uzyskany efekt.
Jeśli chcielibyście zobaczyć rzeźby Michała Anioła, warto wybrać się nie tylko na Watykan, ale też do bazyliki San Pietro in Vincoli (Świętego Piotra w Okowach), gdzie zobaczycie „Mojżesza”. Ta rzeźba jest dziś samodzielnym dziełem, ale miała być częścią bardzo dużego, rozbudowanego nagrobka jednego z papieży (Juliusza II). Papież się jednak rozmyślił — również finansowo go to przygniotło — i Michał Anioł musiał zrezygnować z realizacji, choć już ją zaczął. Ten moment pierwszego planowania ogromnego rzeźbiarskiego założenia możemy zobaczyć właśnie w „Mojżeszu”.
Jeśli chcielibyście zobaczyć jedne z najstarszych mozaik w Rzymie, z V wieku, udajcie się do bazyliki Santa Maria Maggiore, która ma też zachwycający kasetonowy sufit, według tradycji pokryty złotem sprowadzonym z Nowego Świata — z Ameryki. To w tym kościele został pochowany papież Franciszek.
Skoro jesteśmy przy bazylikach — warto wspomnieć o najważniejszej, San Giovanni in Laterano (Świętego Jana na Lateranie). To najstarszy publiczny kościół w Rzymie, „matka wszystkich kościołów świata”. Do XIX wieku znajdował się tu stolicowy kościół papieża jako biskupa Rzymu, zanim katedrę przeniesiono do Watykanu — i formalnie do dziś jest to ważniejszy kościół niż bazylika świętego Piotra. Wchodząc, zwróćcie uwagę na brązowe drzwi z Kurii Julijskiej z Forum Romanum, przeniesione tu przez papieża Aleksandra VII — dowód na to, jak rzeczy antyczne zyskiwały nowe życie w chrześcijańskiej przestrzeni.
Etap o kościołach zamykamy oczywiście bazyliką świętego Piotra na Watykanie, który to kościół zmieniał się wielokrotnie, w zależności od tego, jaki papież sprawował pontyfikat — przez cały czas pozostawał w budowie. Pierwotną bazylikę zbudował Konstantyn Wielki około 324 roku jako świątynię memorialną nad grobem świętego Piotra. To, co widzimy teraz, to przede wszystkim inicjatywa papieża Pawła V, który zatrudnił Carla Maderna do kierowania nowym projektem, łączącym wiele wcześniejszych planów, między innymi Rafaela i Michała Anioła. To Maderno zaprojektował fasadę robiącą wielkie wrażenie — zbudowaną na wzór fasady pałacowej. Mamy tu wielki porządek (element typowo barokowy, gdzie kolumny lub filary przebiegają przez dwie lub więcej kondygnacji) i słynną attykę udekorowaną rzeźbami apostołów, która znajduje kontynuację w kolumnadzie Berniniego. W środku — cała aleja sław: od Piety Michała Anioła, przez baldachim, tron Piotrowy, po nagrobki Berniniego, nie mówiąc o setkach kaplic i ołtarzy.
Warto też zwrócić uwagę na sam plac przed bazyliką, zaprojektowany przez Berniniego w drugiej połowie XVII wieku. Wytyczenie placu miało być symbolem zjednoczenia i umocnienia katolików oraz nawrócenia niewierzących. To rozwiązanie typowe dla monumentalnej urbanistyki barokowej, także dlatego, że wykorzystuje wiedzę o złudzeniach wzrokowych. Poszukajcie na placu dwóch punktów mniej więcej po dwóch stronach fontann — kiedy na nich staniecie, podwójna kolumnada Berniniego złączy się w jedną; to jedyne miejsce, gdzie kolumny idealnie się pokrywają. Kolumnada ma kształt elipsy, a wieńczy ją 140 figur świętych.
Na Watykanie mamy też Kaplicę Sykstyńską — nie da się do niej wejść bez odwiedzenia muzeów, więc potraktujmy ją jako łącznik między bazyliką a muzeami. Większości kojarzy się przede wszystkim z freskami Michała Anioła — „Sądem Ostatecznym” i „Stworzeniem Adama” — ale tworzyli tu także inni artyści, jeszcze przed nim, między innymi Ghirlandaio, Perugino i Botticelli. Rozglądajcie się we wszystkie strony. Patrząc na sklepienie, zauważcie, że jeden z paneli jest nieproporcjonalny do reszty — to pierwsza scena namalowana przez Michała Anioła, w której dobrał złe proporcje, przez co stojąc na ziemi, nie jesteśmy w stanie zobaczyć dokładnie, co się tam dzieje. Nie będę podpowiadać która — na pewno zauważycie.
Muzea
Przejdźmy do muzeów. Od razu powiem: warto kupować bilety z wyprzedzeniem, szczególnie do Muzeów Watykańskich i Villi Borghese, bo tam udaje się najwięcej turystów.
Muzea Watykańskie to ogromny kompleks, który przez wieki zgromadził ponad 70 000 dzieł sztuki — rzeźby, malarstwo, artefakty archeologiczne, mapy, tkaniny — z czego około 20 000 jest wystawionych publicznie. Nie da się ich zobaczyć szybciej niż w 3–4 godziny; na cały Watykan lepiej zarezerwować sobie jeden dzień. To nie jest muzeum narodowe, lecz prywatna kolekcja papiestwa, tworzona przez kolejnych papieży od XVI wieku, która z czasem stała się publiczna. Tu znajdują się Kaplica Sykstyńska i słynne Stanze Rafaela. Co ciekawe, są też dzieła sztuki nowoczesnej i współczesnej. Zwróćcie uwagę na Apolla Belwederskiego, Grupę Laokoona, obrazy Leonarda da Vinci i Rafaela, a także — to ważny polski akcent — na „Jana Sobieskiego pod Wiedniem” Jana Matejki, którego artysta ofiarował papieżowi jako dar od narodu polskiego. Zobaczcie też van Gogha czy Francisa Bacona.
Kolejne to Muzea Kapitolińskie na jednym z najważniejszych wzgórz starożytnego Rzymu. Obecny kształt placu kapitolińskiego zaprojektował Michał Anioł wraz z otaczającymi go budynkami. Na środku stoi pomnik Marka Aureliusza — ale to replika, oryginał jest w środku. Zobaczycie tam też Wilczycę Kapitolińską, Umierającego Gala, Spinario czy Wenus Kapitolińską — głównie sztukę antyczną, ale jest też pinakoteka, a wśród obrazów na przykład bardzo dobre dzieła Caravaggia. Ostrzegam jednak: orientacja w tym muzeum to koszmar — jest skomplikowane i źle oznaczone, więc uzbrójcie się w cierpliwość. Warto, bo z jednego z tarasów rozciąga się przepiękny widok na całe miasto, a z innego, moim zdaniem, najpiękniejszy widok na Forum Romanum.
Dalej — Villa Borghese, kolekcja zgromadzona przez kardynała Borghese, brata papieża Pawła V, jednego z najważniejszych kolekcjonerów baroku i wczesnego mecenasa Berniniego oraz Caravaggia. To jedna z najlepszych na świecie kolekcji renesansu, baroku i klasycyzmu — zobaczycie tam także Tycjana, Rubensa, Correggia, Veronesego, Parmigianina, Lorenza Lotta. Zwróćcie uwagę na dzieło Fede Galizii, jednej z najlepszych artystek. Villa wyróżnia się tym, że wiele rzeźb było tam zamówionych — to ich pierwotne miejsce przeznaczenia. Głównie rzeźby Berniniego: „Porwanie Prozerpiny”, „Apollo i Dafne”, „Dawid” — dzieła fenomenalne, przy których polecam spędzić więcej czasu, bo każdy detal powala na kolana. Do tego muzeum koniecznie zarezerwujcie bilety wcześniej, przez oficjalną stronę (oficjalny dystrybutor to TOSC). Wejście jest na dwie godziny — moim zdaniem wystarczające.
Tuż obok, przy pięknym parku Borghese, znajduje się jedno z moich ukochanych muzeów w Rzymie — muzeum sztuki nowoczesnej, Galleria Nazionale d’Arte Moderna. To najważniejsze miejsce w Rzymie, gdzie można zobaczyć sztukę XIX, XX i XXI wieku. Mają doskonałe dzieła Gustava Klimta, Degasa, Modiglianiego, a także van Gogha, nie mówiąc o współczesnych, takich jak Cy Twombly, Calder, oraz mnóstwo Jacksona Pollocka, Moneta, Rodina, Kandinsky’ego. Cudowne muzeum w przepięknym budynku, po niedawnej renowacji. Gdybym miała wysłać was do jednego muzeum w Rzymie, byłoby to — wbrew pozorom — właśnie to, nie watykańskie ani kapitolińskie.
Jeśli będzie wam mało sztuki współczesnej, jest jeszcze muzeum MAXXI, sztuki XXI wieku, bardziej na obrzeżach. Sam budynek zaprojektowała Zaha Hadid i był wielokrotnie nagradzany. Muszę być szczera — jeszcze nie udało mi się tam dotrzeć, więc jeśli byliście, dajcie znać, jakie wrażenia.
Mogę za to polecić inne bardzo dobre muzeum — Palazzo Barberini, zaprojektowany dla papieża Urbana VIII i jego rodziny, również z udziałem Carla Maderna. W pałacu znajdziecie doskonałą kolekcję: znów Caravaggio, Rafael, Tycjan. Charakterystycznym elementem jest przede wszystkim sufit centralnego salonu — iluzjonistyczne malowidło Pietra da Cortona „Triumf Opatrzności Bożej”. To fantastyczne dzieło; w Rzymie jest bardzo wiele malarstwa iluzjonistycznego, ale to malowidło jest moim zdaniem w top 3 wszystkich, jakie widziałam.
Na koniec części o muzeach — Villa Farnesina, rzymska rezydencja bogatego bankiera Agostina Chigiego, w której Rafael ze swoimi uczniami namalował cykle fresków o tematyce mitologicznej, wśród nich słynny „Triumf Galatei” (temat zaczerpnięty z „Metamorfoz” Owidiusza). Fresków jest znacznie więcej i, szczerze mówiąc, nie byłam przygotowana, że będzie aż tak spektakularnie. Zobaczyłam ją dosłownie wczoraj po raz pierwszy na żywo — wcześniej znałam tylko „Triumf Galatei” z podręczników. Do Farnesiny nie docierają tłumy, jest stosunkowo kameralna; otacza ją też ogród, więc w cieplejszym okresie musi być jeszcze bardziej urokliwa. Coś przepięknego.
Fontanny
Rzym posiada ponad 2000 fontann, wśród nich około 50 monumentalnych. Najsłynniejsza to Fontanna di Trevi, zaprojektowana przez Nicolę Salviego. Nie mylcie jej z Berninim — Bernini owszem, na polecenie papieża Klemensa XII, zaproponował, jak fontanna mogłaby wyglądać, ale jego projekt był zbyt drogi, dlatego wybrano projekt Salviego. Fontanna jest zachwycająca, ale ciasno ulokowana między budynkami — jest wielka, a nie ma odejścia, żeby zobaczyć ją z perspektywy. Przygotujcie się też na tłumy turystów.
Inna kluczowa to Fontanna Czterech Rzek na Piazza Navona, największa na placu i najsłynniejsza fontanna Berniniego. Bernini miał niezwykły dar rozmieszczania obiektów w przestrzeni i doskonale radził sobie ze skalowaniem — możemy tu znaleźć analogię do baldachimu w bazylice świętego Piotra, który kadruje wnętrze. Poprzez skalę fontanny Bernini sprawił, że plac wydaje się mniejszy — to takie kadrowanie przestrzeni. Na tym samym placu jest jeszcze Fontanna Neptuna (projektu Giacoma della Porta) oraz Fontanna Maurów (Berniniego). Naprzeciwko stoi kościół świętej Agnieszki, zaprojektowany przez rywala Berniniego, Borrominiego — i tutaj ciekawostka: jedna z rzeźb głównej fontanny odwraca głowę od fasady Borrominiego, na znak, że Bernini nie chciał na nią patrzeć. Na Piazza Barberini zobaczycie jeszcze Fontannę Trytona Berniniego.
Możecie się zastanawiać, jakim cudem Bernini miał aż tyle zleceń. Otóż nikt nie mógł się równać z jego geniuszem — w momencie, gdy jakiś artysta był doskonały, miał monopol na sztukę w tym czasie i robił wszystko. Inni artyści musieli się z tego miasta wynieść, bo wiedzieli, że dopóki żyje i tworzy Bernini, próżno czekać na wielkie zlecenia.
Najważniejsze budowle
Przelecimy przez nie dosłownie, bo domyślam się, że są dla was oczywiste. Zaczynamy od Koloseum, a tak naprawdę Amfiteatru Flawiuszów — to oficjalna nazwa. „Koloseum” to nazwa zwyczajowa, zaczerpnięta od rzeźby kolosa stojącej nieopodal, więc używamy błędnej nazwy. To był największy amfiteatr rzymski, mógł pomieścić nawet 55 000 widzów. Na arenie toczyły się nie tylko walki gladiatorów, ale i bitwy morskie — Koloseum zalewano wtedy wodą — a w podziemiach zaprojektowano przestrzeń dla dzikich zwierząt. Ze względu na historię sztuki jest szalenie ciekawe, bo trzy pierwsze kondygnacje prezentują kolejno porządek dorycki, joński i koryncki, a kolumny na poszczególnych piętrach łączą półkoliste łuki; kiedyś w każdym z nich stały posągi.
Tuż przy Koloseum znajduje się Forum Romanum, przez kilkaset lat centrum życia społecznego i politycznego antycznego Rzymu. Znajdziecie tu wiele ruin. Nie jestem fanką wchodzenia bezpośrednio na Forum — jeśli chcecie je dobrze zobaczyć, polecam spojrzeć z balkonu Muzeów Kapitolińskich lub z ulicy na podwyższeniu, bo wtedy macie lepszy widok na to, jak rozbudowane było to miejsce. Podobnie jak przy Circus Maximus (miejscu wyścigów rydwanów) — dziś to po prostu duży, pusty plac oddający skalę założenia; nie wiem, czy warto się tam wybierać.
Za to do Panteonu — zdecydowanie tak. Nie mylcie z Partenonem: Partenon mamy w Atenach, a w Rzymie Panteon, świątynię wszystkich bogów. To jedna z najlepiej zachowanych, najbardziej monumentalnych budowli starożytnego Rzymu, przesklepiona gigantyczną kopułą z okrągłym okulusem — otworem na środku, przez który wpada światło (jedyne źródło światła w Panteonie). Znakomici inżynierowie znaleźli sposób na deszcz, który przez okulus też wpada: w centrum posadzka lekko się unosi, tak aby kierować wodę do 22 otworów ukrytych w marmurach, należących do skomplikowanego systemu podziemnej kanalizacji, który bardzo szybko odprowadza wodę. Kiedy zaczyna padać, ma się wrażenie, że w centrum Panteonu spada drobny prysznic. Okulus do dziś nie jest niczym zasłonięty. Świątynia pogańska zachowała się dlatego, że w VII wieku papież Bonifacy IV kazał przenieść tu szczątki męczenników z katakumb — i z pogańskiej świątyni Panteon stał się kościołem chrześcijańskim. To pozwoliło konstrukcji przetrwać niemal nienaruszoną; do dziś jest kościołem katolickim, odbywają się tu msze i śluby, pochowanych jest wiele wybitnych osobowości, na przykład Rafael.
Podobny sposób ocalenia dotyczy Kolumny Trajana, pierwszego monumentalnego pomnika cesarza. To fantastyczny przykład rzeźby architektonicznej — kolumnę oplata spiralny fryz z walkami cesarza Trajana z Dakami. Pierwotnie na szczycie ustawiono posąg cesarza w stroju wojskowym, ale dzięki temu, że zamieniono go na pomnik świętego Piotra, kolumnę udało się ocalić — z symbolu cesarstwa stała się symbolem chrześcijaństwa.
Na sam koniec chciałabym powiedzieć o Tempietto Bramantego — jednej z najwybitniejszych budowli renesansowych, totalnie fantastycznej, znajdującej się w każdym podręczniku. Obecnie stoi na terenie ambasady Hiszpanii, ponieważ ufundowała ją hiszpańska para królewska — Ferdynand II i Izabela Kastylijska, para królów katolickich — w miejscu legendarnego ukrzyżowania świętego Piotra; dlatego w samym środku świątyni zaznaczony jest krzyż Piotrowy. Tempietto jest ważne jako punkt zwrotny w architekturze: Bramante, wzorując się na świątyni Westy w Tivoli, stworzył niesamowicie rygorystyczny projekt maleńkiej świątyni na planie koła, pokrytej kopułą na wysokim bębnie. Bryła jest bardzo czytelna, jasna i zwarta, wszystkie środki zsyntetyzowane — co idealnie pokazuje dążenie do idealnych proporcji. Tempietto nie jest jednak typową budowlą sakralną i nie pełniło praktycznej funkcji, więc nie doczekało się kontynuacji — jest raczej przykładem idealnej budowli, jaką Bramante zdołał zrealizować nie tylko na papierze, ale i w rzeczywistości. Przygotujcie się, że to malusieńka budowla, ale przeurocza.
Wskazówki praktyczne na koniec
Po pierwsze — słynne zabytki, takie jak Panteon, oglądajcie w pierwszej kolejności, jak najwcześniej, i kupujcie bilety od razu, bo później kolejki są bardzo duże. Po drugie — grupujcie zabytki: spójrzcie na mapę i mądrze rozdzielcie kolejność zwiedzania (moją mapę zostawiam w opisie odcinka). Po trzecie — rezerwujcie bilety do muzeów wcześniej, szczególnie do watykańskich i Villi Borghese; z innymi raczej nie powinno być problemu z wejściem z ulicy, wyjątkiem bywają oblegane wystawy czasowe. Sprawdzajcie też godziny otwarcia kościołów i muzeów, żeby nie przegapić żadnego miejsca.
Rzym to miasto, w którym sztuka jest częścią codzienności — obecna na placach, w kościołach i na ulicach, często można zobaczyć ją zupełnie mimochodem. To opowieść o spacerowaniu między epokami, o detalach, które łatwo przeoczyć. Robiąc to podsumowanie, przypomniała mi się jeszcze jedna galeria, o której wam nie powiedziałam — Galleria Sciarra tuż przy Fontannie di Trevi, przeurocze miejsce, które też oznaczę na mapie. Jak sami widzicie, im dłużej bym nagrywała, tym więcej miejsc by mi się przypominało, więc już będę kończyć.
Chodzi o to, żebyście — tak jak zapowiadałam — nie mieli FOMO, zwiedzając Rzym, tylko dobrze zaplanowali tę podróż pod siebie: nie pod względem tego, co „trzeba” zobaczyć, ale tego, co chcecie zobaczyć. Wtedy, moim zdaniem, ta podróż do Rzymu będzie dla was bardzo udana.
Dziękuję wam za wysłuchanie tego odcinka i za kolejny wspólny, już szósty sezon podcastu „Sztuka Poza Ramami”. Mam nadzieję, że do usłyszenia w kolejnym.
Jeśli masz ochotę dalej wychodzić poza ramy i odkrywać historię sztuki, sprawdź kursy i webinary o sztuce na Poza Ramami.